Kiedyś ktoś mi powiedział, że aby zacząć się leczyć trzeba być zdrowym a ja dodałabym jeszcze , że trzeba mieć nerwy z tytanu, anielską cierpliwość, zdrowy rozsądek.
Ale od początku... Synuś mój złapał jakąś paskudną infekcję, więc po trzech dniach bez poprawy postanowiłam wybrać się do pediatry.. miła Pani w rejestracji powiedziała, że u naszego doktora nie ma miejsc ( w rezultacie z jakichś przyczyn nie było Go tego dnia w pracy)i że proponuje wizytę u innej doktor. Mając na uwadze dobro mego dziecka postanowiłam skorzystać z propozycji.
Po przyjściu na miejsce zorientowaliśmy się z Małżonem, że doktor przyjmuje jeszcze dorosłych ( okazało się, że jest również lekarzem rodzinnym) co mi się nie spodobało bo dzieci z dorosłymi?. Patrząc na obściskującą się parkę robiło mi się mdło, a nawet mój Mąż stwierdził, że jacyś dziwni są ( kiedy on nie zwraca tak na ludzi uwagi). Ale ok poczekaliśmy , przyszła nasza kolej.
Doktor nie spytała mnie o zdanie czy przy badaniu dziecka może być obecna stażystka i czy mogłaby go badać wspólnie z nią ( co mnie jako wytrawnego znawcę praw pacjenta doprowadziło do szału) jednak pani nadrabiała dobrą miną i przemiłą osobowością ( i mówię to bez złośliwości).
Po ogólnym badaniu dostaliśmy leki i wytyczne co i jak. Następnie zabrała się za oglądanie mego Syńcia po czym stwierdziła iż :
Moje dziecko potrzebuje natychmiastowej konsultacji neurologicznej, kardiologicznej i ortopedycznej.
Czym mało mnie o atak serca nie przyprawiła, mówiąc jeszcze: Niech się pani tak nie martwi ja tylko chciałabym sprawdzić to i owo wrrr.
Mając jeszcze resztki zdrowego rozsądku, jak Jaśko wydobrzał zarejestrowałam Go do naszego pediatry, który prowadzi nas od zawsze i zna nas od podszewki. Doktor przywitał nas z uśmiechem po czym spytał co się dzieje.. nie wyjaśniając wiele podałam mu plik skierowań ...Facet zerkał to na mnie to na to co czytał i oczom nie wierzył.
Po czym stwierdził: czy to była wizyta w biegu?, kiedy spojrzałam na niego mówiąc z uśmiechem: doktorze co ma pan ma myśli? spojrzał na mnie tak wymownie, że oboje zaczęliśmy się śmiać. Wracając do poważnych spraw, po rozmowie całkiem poważnej już, stwierdziliśmy, że ortopeda będzie niezłym pomysłem, żeby się wybrać, a kardiolog no cóż same rozumiecie, że zapisałam Jaśka bez konsultacji, bo z sercem był odwieczny problem,a tego niestety wizualnie nie zobaczę. Neurologa doktor odrzucił na wstępie bo stwierdził, że nijak się ma diagnoza do skierowania, no bo same powiedzcie: koślawe stawy skokowe a mnie doktor powiedziała, że chodzi o napięcie mięśniowe - podejrzewa, że jest nieprawidłowe a na skierowaniu wypisała co innego ( notabene doktor powiedział, że co drugie dziecko rodzi się z tą przypadłością- koślawymi stawami).. heh no nic. Pożegnaliśmy się z uśmiechami i doktorskim zapewnieniem, że On czuwa i żeby się nie martwić. Od razu zarejestrowaliśmy się do ortopedy..
Wizyta była na drugi dzień, oczywiście w prywatnej przychodni ale udało się na NFZ. Przemiły, przesympatyczny ortopeda jeden z najlepszych, powiedział to samo co nasz pediatra: z napięciem mięśni jest ok, wręcz pięknie napina wszystkie mięśnie, no stawy skokowe są rzeczywiście koślawe ale zalecił kontrolę za rok. Zobaczymy co jeszcze powie nasz kardiolog u którego byliśmy prawie cztery lata temu.
Wiecie co ? odnoszę wrażenie że matki malutkich dzieciaczków muszą być mądrzejsze od lekarzy i najlepiej żeby wszystko same wiedziały. Dziękuje Najwyższemu, że trafiłam na wspaniałego, mądrego, rozsądnego pediatrę, który rozwiewa wszystkie moje wątpliwości a jeśli jakieś ma wyśle na konsultacje i jeszcze poleci nie byle kogo czy w przychodni czy jaki nie ma innej możliwości prywatnie.I naprawdę nie ciąga bezpotrzebnie dziecka po gabinetach i przychodniach chyba, że już naprawdę trzeba i jest to niezbędne.
A i jeszcze choróbsko moje trochę przystopowało Jupi! więc jakby co mamy wrota otwarte.. wiecie do czego ;)
Generalnie najlepiej jest, jeśli pacjent sam stawia sobie prawidłową diagnozę:-] Dobrze, że masz głowę na karku.
OdpowiedzUsuńA te wrota to... dobrze myślę? Jeśli tak, to... do roboty!;-}
No właśnie i bądź tu Pacjencie alfą i omegą medyczną najlepiej ze wszystkich dziedzin medycyny :].
OdpowiedzUsuńTak, tak te wrota to dobrze myślisz ;))
Rozumiem Twoje zdumienie, ale przyznam się Tobie szczerze, że jestem na tym tle tak przewrażliwiona, że prędzej bym pomyślała, że lekarz, do którego chodzę stale coś przeoczył czy zlekceważył niż lekarz, który widzi pierwszy raz moje dziecko. Pewnie to zasługa doświadczenia. Bo tak naprawdę z tego co zrozumiałam, to do niektórych skierowań Twój lekarz się przychylił a sam ich wcześniej nie zaproponował (?)
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że jest wszystko w porządku i że zachowałaś w tym wszystkim odrobinę zimnej krwi. Ściskam.
Wiesz Free ja też w pierwszej chwili pomyślałam, że mój doktor może jednak czegoś nie zauważył.. właśnie dlatego do kardiologa zapisałam Jaśka bez konsultacji no cóż ja miałam wątpliwości co do neurologa i ortopedyi chciałam jeszcze skonsultować to z kimś kto dobrze zna moje dziecko. My ( tzn ja, Jasiek i doktor) mamy za sobą mnóstwo bolesnych czasem doświadczeń poprawiania błędów innych lekarzy, że ja ufam całkowicie temu jednemu lekarzowi i wiem, że nie jest to bezpodstawne. A, że nie zaproponował wcześniej ortopedy to było zrozumiałe bo Jasiek jest za mały żeby cokolwiek ingerować w sensie np: wkładek do butów.
UsuńŚcoiskam mocno :)
Tak, zdecydowanie taki zaufany pediatra to skarb!
OdpowiedzUsuńA jak wrota otwarte to ja trzymam kciuki... ;-)))
O tak ten konkretny doktor to naprawdę prawdziwy SKARB przez duże S i to nie tylko jest moje zdanie:))) a nie dziękuję za trzymanie kciuków;)
UsuńŚciskam:)