1) Kiedy miałam zostać mamą pierwszy snulam wizję usmiechnietego maluszka i szczęśliwej zadbanej mamusi.Życie i Synek bardzo szybko ściągnęli mi różowe okulary... chodziłam z podkrazonymi oczami w pizamie wiecznie z niedoczasem na zaopiekowanie sie sobą nie mówiąc już o domu, ktory czasem zostawał wywrocony do gory nogami...Będąc w drugiej ciąży stwierdziłam, że teraz to napewno bedzie mi łatwiej zwłaszcza,że mam juz prawie 7-letnie dojrzałe i mądre dziecko. Oczyma wyobraźni widziałam siebie zadbaną niczym Natalia Boska z mieszkaniem wypucowanym na błysk no bo kto jesli nie ja?...
Gwiazdeczka szybko to weryfikowala...Najpierw jeszcze w szpitalu dostałam pierwszy cios ciężki porod z komplikacjami i usłyszałam że potrzebne jest leczenie i mnie i dziecka w związku z tym nasz pobyt bedzie dłuższy... i jeszcze tysiące podejrzeń o wadę słuchu.
Po powrocie do domu kiedy już jakoś wydawało mi się, że ogarniam wszystko ... Stella płakała i płakała i płakała niczym never ending story... nic nie pomagało ani bujanie ani wózek ani spokojne leżenie przytulanie... bylismy kompletnie bezradni, w tym czasie bardzo tesknilam za Synkiem bo nie miałam dla Niego kompletnie czasu...Moja wiedza medyczna doszukiwala sie roznych przypadłośći nawet tych neurologicznych...
Zmienilismy mleko po tym jak mój Mąż nie mógł patrzeć na mnie skłaniająca sie ze zmęczenia... pokazało sie światełko w tunelu... jednak to był tylko czasowy efekt bo Córcia wróciła częściowo do dawnej siebie...po wizycie u lekarza okazalo sie ze to refluks i to Ją tak bardzo męczy.. od kilku dni mamy przeciw temu syrop i jakoś jest..
Moja kochana Gwiazda wreszcie zaczęła sie uśmiechać gaworzyc interesować zabawkami ... i wreszcie przestala przeraźliwie krzyczeć... Ja byłam okropnie nerwowa, odbiło się to i na Mężu i Dzieciakach. I do tego jeszcze ta "samotność" matczyna moja również miala na to wpływ. Nie mam tu specjalnie żadnych znajomych mam i nie mam, z którymi mogłabym zamienic słowo.
2) Ostatnio nie wiem jak u Was ale ja obserwuje kryzys związkow. Ci z kims rozmawiam to się rozwodzi, rozstaje... ktoregos dnia nie chciało mi sie odbierać tel. ale tak namietnie dzwonił... po drugiej stronie sluvhawki zabrzmiał radosny glos U. mojej koleżanki z dawnej pracy. Dziwne jest to, ze dzwoni zawsze wtedy kiedy coś ważnego sie dzieje w Jej zyciu. Oplotkowalysmy wspólnych znajomych po czym padło standardowe pytanie co u Ciebie? no i wtedy U . przyznała ze z kimś sie spotyka zatkało mnie bo jeszcze nie tak dawno po latach starań o dziecko zdecydowali sie z mężem na adopcję. Poza tym sprawy duchowe i religijne były zawsze dla Nich ważne.
3) Jaś zaskakuje nas na każdym kroku jesli chodzi o stosunek do siostry. Jest dla Niej taki czuly, opiekuńczy,.. I w ogóle nie jest zazdrosny.Mój mały kochany Synuś...
4) Już niedlugo mamy uroczystość chrzest Córcia boje sie jak będzie sie zachowywała
Biedna kruszynka :( gdyby mogła powiedzieć co ją boli to byłoby dużo łatwiej.
OdpowiedzUsuńDużo zdrówka dla córeczki :*
No własnie... biedna a najgorsze jest to, że człowiek jest taki bezradny! dziękujemy :***
UsuńDobrze, że widać światełko w tunelu. I że synus taki kochany. Szkoda tylko,że czujesz się trochę samotna, dobrze wiemy jak to jest, na początku przez pewien czas też nie mieliśmy tu nikogo... Ściskam mocno, mocno!!
OdpowiedzUsuńŻółwico Kochana :****** dziękuję!
OdpowiedzUsuńNo ja nie wiem jak Ty ogarniasz dwójeczkę, moja mała to potrafi pokazać kto u nas rządzi hehe, ale na chrzcie na szczęscie zstąpił chyba na nią Duch św. bo była spokojna jak nie ona hehe.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że czasem jest naprawdę ciężko Ich ogarnąć zwłaszcza jak Młody ma zły dzień albo nie ma pomysłu na siebie czym by tu się zając.Ale w większości dni nie jest tak bardzo źle jakoś się ogarniam raz lepiej raz gorzej bo np nie mam obiadu dla ns ( Synek zawsze ma coś) bo nie zdążę zrobić wtedy jemy coś na miescie, trudno. Przestałam się przejmować bo inaczej nie dałabym rady. Perfekcyjną panią domu też nie jestem choć o porządek staram się jak moge dbać. A nasza też była spokojna na chrzcie :-)
Usuń