26.02.2012

Mój Cud... wspomnienia tamtych chwil.. ( z archiwum)

18.04.2007 r.

Bo we mnie serca są dwa....

Ktoś we mnie zamieszkał  i dał już pierwsze nieśmiałe  oznaki swojego istnienia...
wiedziałam, że ten rok bedzie wyjątkowy....
To chyba Szef u góry próbował mi uzmysłowić, że są rzeczy ważniejsze niż praca jakaś tam dyrektor i jej decyzje....
już niedługo idę pooglądać tego mojego Małego Wstydziocha bo nie chciał się ujawnić do końca za pierwszym razem  

Jestem bardzo bardzo bardzo bardzo SZCZĘŚLIWA  






No Malutki Wstydzioch! :)

No i poogladałam sobie tego mojego Małego Wstydziocha... no ja nie wiem po Kim On ma tą nieśmiałośc wrodzoną ten Maluszek :)) nie chciał się pokazać Pani Doktor, schował się i już!  tak, że praktycznie był niewidoczny .
Kolejna wizyta za dwa tygodnie, przemawiam do tego mojego brzuszka, zeby dodać Maluchowi nieco odwagi i żeby nieco urósł i wreszcie żebym mogła zbaczyć bijące maleńkie serduszko:)).

No mówię Wam coraz bardziej mnie zadziwia ma charakterek ten Maluszek- Mały Prezes jak mówi na niego moja mama ( wzięło sie to z reklamy mleka Nestle;))
A tak poza tym czuję się świetnie, tylko ta senność , bóle krzyża ( jak za długo siedzę) i jeszcze normalnie pracuję..:) 26.04.2008 r.



Deprecha..:-| i co nieco o Maleństwie  :)
12.05.2008 r.


Nic normalnie wykończę się..   a to wszystko przez hormony...
dzień bez płaczu dniem straconym.. do tego mam totalny psychiczny zjazd. 
wszyscy nie wiedzą jak mi pomóc więc starają się jak mogą.. gestem, słowem.. obecnością.. a ja .. no cóż doceniam to całym sercem.. jednak czasem łzy biorą górę.

Bardzo się martwię ( mimo, że wszyscy mówią, że bedzie ok...) moją ciążową anemią ( mam bardzo kiepską morfologię), a do tego podwyższonym poziomem cukru:-(.. ogólnie czuję się ok oprócz tego, że przez ten cukier więcej piję, czeka mnie w związku z tym badanie test obciążenia glukozą....
Martwię się tym wszystkim... wiecie spojrzenie położnej... i osoby, która "za dużo wie" i się napatrzyła robi swoje... chociaż moja Kochana doktor ( naprawdę ma świętą cierpliwość Kobieta) mówi mi, że będzie napewno wszystko dobrze i wszystko się unormuje.
Aniołek przeżywa to wszystko razem ze mną, czasem jest Mu trudno zrozumieć moje nastroje.. ale trzyma się dzielnie...
Ostatnio razem z Maluszkiem odwiedzaliśmy Go w szpitalu bowiem miał zabieg.. bardzo się martwiliśmy.. ale dobrze, że wszystko poszło dobrze i jest dobrze i nasz tatuś wraca do zdrówka 
 w domku.
A Wstydzioch? przestał nim być, hihi ładnie się pokazał w całej krasie   . Mój Mały Skarb jest już doskonały ma wszystkie organy no i serduszko jak dzwon :)) zaczęliśmy własnie dziś 10 tydzień naszego bycia razem:))).
Już nie mogę się doczekać naszego spotkania w grudniu.. kocham tego mojego Maluszka najbardziej na świecie normalnie zwariowałam na Jego punkcie a co dopiero będzie jak się urodzi  hihi a co mi tam...









 Maluszek, wyjazdowo, deprechy cd...27.05.2008 r. 

Maluszek rośnie i coraz bardziej pokazuje swoje istnienie światu w postaci coraz większego brzuszka:). Oglądam go  z dumą w lustrze i zakochuje sie w tym maluszku za każdym razem na nowo i ze zdwojoną siłą.
Malec ma  się dobrze ale pewnie  ma dość swojej marudzącej  depresyjnej matki.., która ostatnio jest płaczliwa nierzadko klnie :-| i ma ogromnie dużo stresów.
Praca zaczyna mnie meczyć czuje się zniechęcona.. dzieci prawie nie ma ( zaczął się sezon wycieczek), brzuszek się powieksza.. i kiedy widzę Panią dyrektor to mam wszystko w gardle i modlę się by mnie zbyt dokładnie nie ogladała jeszcze przez tydzień... nikt na razie nie domyśla się, że noszę pod sercem Życie i bardzo dobrze im miej wiedzą tym lepiej.
Poza tym nasz tatuś zaczął się zachowywać jakby miał naście lat.. ( nie pomyslcie sobie, że o nas nie dba bo tak nie jest, dba dba i to czasem az za bardzo) ale... pozostaje kwestia ślubu, która utknęła w martwym punkcie, mieszkania.. to wszystko sprawia, że nie mam poczucia bezpieczeństwa. Wiele razy tłumaczyłam, mówiłam.. ostatnia rozmowa skończyła się moimi łzami....mam już tego wszystkiego serdecznie dosyć.

A z innych rzeczy to spedziłam bez Aniołka ( choć ten się bardzo buntował:)) prawie cały długi weekend i bardzo mi się podobało:-D. Nawet Maluszek był zachwycony dopóki mamusia nie przesadziła z siedzeniem i jakoś musiał o sobie dać znać :)  ale po spokojnym leżakowaniu przez chwlkę odeszło jak ręką odjął.
 Smiechom, uciechom nie było końca :)) był grill i świetna zabawa w doborowym towarzystwie w garażu - ze względu na przenikliwe zimno.
Bardzo się ucieszyłam, że mam ten komfort i mogę sobie jezdzić i wszystko ze Skarbem jest ok:))).

A już jutro wyjezdzam na wycieczkę  z dziećmi ( oczywiście jeszcze z trzema innymi nauczycielami i za pozwoleniem Pani Doktor) do ślicznego ośrodka niedaleko mojego miasta .. jeziorko krajobrazy mmm:) pięknie. Znów sobie choć trochę odpocznę.. i oderwę się od tego wszystkiego a najbardziej cieszy mnie fakt, że nie będę siedziała w pracy:-D.

Pozdrawiam wszystkich buziaczki :) 


Pierścionek... 15.07.2008
Kochani moi dnia 12.07.2008 roku w mojej ulubionej kameralnej restauracyjce na oczach kilku świadków ( szefa lokalu, kelnerki i kilku gości :)) 
powiedziałam "tak" i zostałam narzeczoną.. szczęśliwą nawet bardzo:)
Aniołek nareszcie zaczął mysleć jak Facet mysleć o tym, że bedzie miał rodzinę stara sie o rzeczy dla maluszka i  o rzeczach do mieszkania.
Pierwsze poważne zakupy już są mianowicie kuchenka i stolik do kuchni z krezesłami z czego jestem bardzo zadowolona:).
Tak poza tym to wszystko dobrze powiększam  się z dnia na dzień.. kiedy patrzę na suwaczek na blogu nie mogę uwierzyć, że dzidzia mieszka u mnie pod sercem już 19 tygodni...i juz tylko mogę wypatrywać jego pierwszych ruchów 
22 lipca idę na kontrolę oczywiście jak zawsze się trochę denerwuję.. ale dobrze, że Aniołek ze mną pójdzie jest mi wtedy raźniej.
jakkolwiek lenimy sie i odpoczywamy kiedy tylko możemy i rozkoszujemy się woolnym i wakacjami.. pogoda trochę nie dopisuje ale co tam korzystamy z bezdeszczowych dni :)).

1027 g SZCZĘŚCIA 26.09.2008 r.

Wszystko teraz kręci się wokoło mojego brzuszka i ukrytego w nim 
Skarbu. Czasami wpatrując się w mój "chodzący" ( Mały się tak wierci 
kopie przesuwa, że brzuch mi się cały rusza) brzuch zapominam o Bożym 
świecie. I głowę mam zaprzątniętą tylko tym żeby udało sie wszystko 
przygotować już w październiku i być przygotowanym już na tip top na 
przyjście Maluszka bo w listopadzie już tylko czekać aż się 
rozdwoję;).A my daleko w polu jesteśmy. Ostatnio nasze weekendy 
ograniczają się do wizyt w marketach i hurtowniach dla dzieci bo jeszcze 
dość dużo zostało do kupienia ale lepiej stopniowo bo jak się nam 
nazbiera to nie wyrobimy się z pieniążkami.
Poza tym jest mi już coraz ciężej zaczynam odczuwać, że mam brzuszek i jestem prawie w 7 miesiącu ciąży- nie moge czasami w to uwierzyć, że już już niedługo przytulę swojego Skarba!
 Jasiek potrafi się "zbuntować" i wypychać coraz to nowszą część swojego 
ciałka w moim lewym boku, czasem to boli tzn. skóra się naciąga 
niemiłosiernie. 
1027 g tyle już waży mój Synuś :o) byliśmy u doktor i wszystko jest w porządku. Maluszek rozwija się dobrze, ma wszystko na miejscu
Ze mną jest też wszystko dobrze ale ostatnio wisiało nad nami widmo szpitala jednak uciekliśmy mu w ostatnim momencie :-D i dalismy porządnego prztyczka w nos:).
Wszystko wróciło też do normy wraz z przyjazdem Aniołka jestem o wiele spokojniesza mając Go przy sobie niż  w odległości 1500 km.
Niestety przeżylismy chwile grozy ze wspomnianym szpitalem kiedy Anioł był tak daleko jednak Bogu dzieki przeszło i mam nadzieję, że nie wróci:P.

PS: Kochani bardzo bardzo bardzo Wam dziękuję za wsparcie za te wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem... to tak niewiele a tak dużo...
buziaczki dla każdego z Was..



Szkoła rodzenia :O)) i nie tylko;o)


Ostatnio na tapecie Onetu pojawiły się notki o szkołach rodzenia po przeczytaniu kilku z nich postanowiłam i ja podzielić się swoimi myślami.
Trafiliśmy do mszkoły rodzenia ze względu na Aniołka, chciałam żeby zaznajomił się z pielęgnacją i opieką  nad noworodkiem a także oswoił się z tym co czeka Go na sali porodowej.
Gdyż wcześniej postanowilismy wspólnie, że będziemy tam razem.
Przyznam szczerze, że ja nie miałam pojęcia ( mimo tego, że wykształcenie mam po linii - medyczne ) w jakiej formie odbywają się zajęcia.
To co zobaczyłam, doświadczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania w sensie pozytywnym oczywiście. Zajęcia prowadzi doświadczona położna Pani Grażynka, niezwykle ciepły, miły i sympatyczny Człowiek i niezwykle uparty;o)- jeśli chce czegoś nauczyć "męczy" ;o) aż do skutku aby to Nam kobietom wkrótce rodzącym było jak najlepiej. Nie wieje nudą - nawet jeśli x-setny raz ćwiczymy to samo- oddychanie w poszczególnych fazach porodu. Oprócz tego zapraszani są lekarze- ginekolodzy,( także  pediatrzy- mówią o zmianach związanych z rozwojem fizycznym dziecka, pielęgnacją i chwilami tuż po urodzeniu), którzy pozwalają rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące przebiegu porodu, a trakże połogu. Bardzo fajnymi zajęciami były także zajęcia z ratwnikiem medycznym, który nauczył nas jak postępować w razie wypadku, w którym uczestniczy noworodek bądź strarsze dziecko.
Na zajęciach czuje się bardzo bezpiecznie- wiem, że jestem pod naprawdę fachową opieką.
I to co jest najważniejsze.. mało jest zajęć teoretycznych - no chyba, że wprowadzenie do konkretnego "bloku" zajęciowego a dużo praktyki gdzie możemy wszystkiego naocznie i dotykiem doświadczyć. Zresztą co chyba najwazniejsze- przyszli tatusiowie również są objęci troską i opieką i czują się równie ważni jak my :o)). Pani Grażynka dokonała też  po częsci"małego cudu" ;o)) hihi a tego też dokonali inni tatusiowie pod ich wpływem Aniołek bardzo się zmienił o czym pisałam w poprzednich postach.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz