25.09.2007
r.
Organizacja świetlicy pochłonęła mnie bez reszty, układanie
i pisanie programu zajęć dla dzieci, pierwsze zespoły wychowawcze,rady
pedagogiczne, starcie z rodzicami ( oczywiście obyło się bez bomb, wybuchających i dynamitu )
i bieganie po szkolnych korytarzach sprawiły, że jestem zmęczona,
zmęczona.. psychicznie.
Stresuję się byle czym głupotami jakimiś do tego dochodzi jeszcze stres związany z Panią Dyrektor, która najpierw proponuje swą pomoc i jest otwarta na wszelkie problemy.. a kiedy ten problem jest naprawdę poważny .. ma WIECZNE PRETENSJE do całego świata, że śmiem jej zakłócać spokój panujący w jej osobistym gabinecie. Z miną radz se sama, mam to gdzieś ( dosłownie), traktuje mnie jak super intruza. Dlatego ten stres jest podwójny bo dwoję się i troję w miarę swoich możliwości i staram się rozwiązywać problemy we własnym zakresie, chyba, że jak właśnie w przypadku owej wspomnianej sprawy wykracza to poza moje kompetencje. I uważałam, że szacowna dyrekcja powinna być o tym fakcie powiadomiona. Byłam wielce zdumiona stoickim spokojem, i obojętnością nie wobec mnie tylko wobec swoich uczniów.
Wracając któregoś dnia po ciężkim dniu z pracy do domu pomyślałam sobie, że ledwo zaczełam pracować w takiej instytucji a niedługo nabawię się poważnych kłopotów zdrowotnych jeśli dalej tak będzie.
Muszę sobie zafundowac jakiś super relaks najlepiej z Aniołem ( co stanie się już dziś ) nie mogę się doczekać! i porządny trening relaksacyjny przed każdym pójściem do pracy.
Ale co tam to jakby jest tłem.. niestety mało przyjemnym ( w końcu nikt nie powiedział, że będzie różowo) najważniejsze są dzieciaki są bardzo fajne, i chyba mnie polubili bo przychodzą coraz częściej ( nawet co przerwę ) jestem bardzo zadowolona oby tak dalej i żeby im się nie znudziło .
To w końcu dla Nich tam jestem no nie? najgorsze jest to, że z nikektórymi osobami muszę współpracować.. ehh życie .
Pozdrawiam wszystkich weekendowo i zyczę samych miłych chwil buziaki
Stresuję się byle czym głupotami jakimiś do tego dochodzi jeszcze stres związany z Panią Dyrektor, która najpierw proponuje swą pomoc i jest otwarta na wszelkie problemy.. a kiedy ten problem jest naprawdę poważny .. ma WIECZNE PRETENSJE do całego świata, że śmiem jej zakłócać spokój panujący w jej osobistym gabinecie. Z miną radz se sama, mam to gdzieś ( dosłownie), traktuje mnie jak super intruza. Dlatego ten stres jest podwójny bo dwoję się i troję w miarę swoich możliwości i staram się rozwiązywać problemy we własnym zakresie, chyba, że jak właśnie w przypadku owej wspomnianej sprawy wykracza to poza moje kompetencje. I uważałam, że szacowna dyrekcja powinna być o tym fakcie powiadomiona. Byłam wielce zdumiona stoickim spokojem, i obojętnością nie wobec mnie tylko wobec swoich uczniów.
Wracając któregoś dnia po ciężkim dniu z pracy do domu pomyślałam sobie, że ledwo zaczełam pracować w takiej instytucji a niedługo nabawię się poważnych kłopotów zdrowotnych jeśli dalej tak będzie.
Muszę sobie zafundowac jakiś super relaks najlepiej z Aniołem ( co stanie się już dziś ) nie mogę się doczekać! i porządny trening relaksacyjny przed każdym pójściem do pracy.
Ale co tam to jakby jest tłem.. niestety mało przyjemnym ( w końcu nikt nie powiedział, że będzie różowo) najważniejsze są dzieciaki są bardzo fajne, i chyba mnie polubili bo przychodzą coraz częściej ( nawet co przerwę ) jestem bardzo zadowolona oby tak dalej i żeby im się nie znudziło .
To w końcu dla Nich tam jestem no nie? najgorsze jest to, że z nikektórymi osobami muszę współpracować.. ehh życie .
Pozdrawiam wszystkich weekendowo i zyczę samych miłych chwil buziaki
29.09.2007 r.
Bieg, praca, impreza, kradzione chwile, choróbska czyli life
goes on...
Miałam okazję poznać większe grono znajomych mojego Kochanie całkiem sympatycznych osobników i osobniczki. Solenizantce kupiliśmy dobre włoskie wino ( które przypomniało nam niedawny pobyt w Wenecji aż czułam ten zapach tamtych dni... ) i czekoladki.
Impreza była w miarę udana i sympatyczna, zresztą ja mogę wszędzie być byleby z moim Aniołkiem.
Poza tym odwiedziliśmy IKEĘ w poszukiwaniu kilku drobiazgów do mieszkania. Zakupiliśmy m.in. świeczki tealighty, które pięknie nam pachniały owocami w całym samochodzie. Niektóre meble bardzo nam się podobały.. jak zaczęliśmy liczyć wszystko co byśmy chcieli kupić wyszło nam parę ładnych tysięcy.. matko.. chyba musimy zagrać w TOTKA albo znaleźć sponsora
Tam już czuć świąteczny nastrój bombki, bombeczki o różnych kolorach tęczy, światełka i mnóstwo pierniczków notabene oboje uwielbiamy je więc kupiliśmy sobie ( polecam imbirowe są pyszne!).
Do tego w ostatnim tygodniu dopadła nas oboje choroba Anioła boli gardziołko i ma katar za to ja mam piękny kaszel i katar. Ledwo byłam chora i znowu. Zła jestem bo muszę chodzić do pracy, i to do tego mam więcej godzin ( ze względu na dodatkowe zajęcia z dziećmi) i nie mogę się wyleczyć do końca i łażę taka nijaka.
Poza tym żyjemy sobie od weekendu do weekendu z kradzionymi chwilami w zagonionym tygodniu żeby choć zobaczyć smsa na ekranie komórki albo usłyszeć głos w słuchawce...
Tęsknota jest coraz mocniejsza chyba nasza miłość przeżywa jakiś renesans.. jak nigdy nie możemy się rozstać jest coraz trudniej niekiedy pojawiają się łzy moje oczywiście...
I gdyby tylko można było choć na chwilkę zamieszkać we Dwoje......ehh pomarzyć dobra rzecz.
Kochani przepraszam za marudzenie ale ostatnio mądra wena wyjechała i jakoś wrócić nie może:P...
PS: smutno mi się zrobiło bardzo bo odeszła z blogowego świata i nie tylko NIEPOKONANA NIEZŁOMNA w obliczu choroby Miriam ... szkoda, że już nic dla nas nie napisze mądrego.. ale cóż Bóg chyba także potrzebuje mądrych ludzi.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz