26.02.2012

Wspomnienia tamtych cudnych chwil...


Kochani! 6.01.2009 r.

Z dumą przedstawiamy Wam naszego Synka Jasia.  Urodził się 24 grudnia dokładnie w dzień moich urodzin i imienin....Jaś jest najpiękniejszy na świecie zakochałam się na zabój bez pemięci......

Mój Wigilijny CUD... nad Cudami.....
Mój Cud dziś skończył tydzieWspomienia.... i Aktualności ( 6.01.2009 r.)

Kochani jak już wiecie w Wigilię czyli 24 grudnia 2008 roku urodziłam zdrowego Synusia :o). Synuś ważył 3340g i mierzył 52 cm jak na prawdziwego Mężczyznę przystało.
Jesli chodzi o poród to wspominam to bardzo dobrze bo poszło sprawnie i szybko.
Cały przedświąteczny tydzień miałam totalnego lenia, senność i zmęczenie tak dawały mi się we znaki, że nie umiałam sobie z tym poradzić a tu przecież przygotowania do świąt, (zakupy, podarki istne szaleństwo) które myslałam, że spedzę razem z rodzinką.
W końcu przyszedł TEN dzień 23 grudnia.. przez cały dzień czułam się bardzo dziwnie...odczuwałam jakieś delikatne skurcze ale nie były zbytnio dokuczliwe. polepiłam jeszcze resztkę uszek, ubrałam mamie choineczkę, pokrzątałam sie po domu cały czas odczuwając skurcze, które pojawiały sie coraz częściej i mocniej jednak przechodziły i myślałam , że to jelitowe...Dzwoniłam jeszcze do mojej Pani Doktor i stwierdziła, że może to być poród ale nie musi.. zresztą powiedziała, że urodzę w wigilię Małego Chrystuska ..:o) wypaplała;)
Jednak o 3 w nocy tak się naisliły, że nie mogłam spać .. mama powiedziała: to pewnie zaczyna się poród, ja jednak cały czas byłam sceptyczna... zadzwoniłam po Aniołka, który szykował na święta nasz nowy domek.. powiem Wam, że nie bardzo chciał mi wierzyć, że TO już...( jak mowiła mama).
Pojechaliśmy do szpitala ( w ostsaniej chwili Aniołek zadecydował, że pojedziemy tam gdzie pracuje nasza Pani Doktor a nie tam gdzie początkowo chciałam urodzić.
Tam po badaniach Pan Doktor stwierdził, że powolii zaczynamy rodzić, pojawiło się rozwarcie, i prosił by przyjechać na drugi dzień, jednak coś Go tknęło i jeszcze dodatkowo zrobił mi usg po czym stwierdził, że mam przyjechać o 9 rano koniecznie bo jest mało wód płodowych.Wróciliśmy do domku ( byałam nieziemirnie wdzięczna Doktorowi, że nie zostawił mnie w szpitalu.. gdzie pewnie by mnie położyli i bym cierpiała.. W domku skurcze sie nasiliły już nie zasnęłam. Chodziłam po domku, wzięłam kapiel ciepłą ( baardzo mi ulżyło),najgorsze jednak były mdłości, które pojawiły się wraz z mocniejszymi skurczami ( dzięki Bogu krótkotrwale).
o 9 rano w wigilię stwierdziłam, że to JUŻ NAPRAWDĘ się dzieje.. pojechaliśmy.. położna na izbie przyjęć dość ironicznie powiedziała na moją odpowiedz na jej pytanie
Co sie dzieje ma Pani skucze?
ja: rodzimy

Ona zobaczymy.. (ironicznie)
jednak po wstępnym badaniu powiedziała oo szybko to pójdzie...
Natychmiast krzyknęła do Aniołka by dał mi koszulę i sam się przebrał..
Pojechaliśmy na porodówkę.. przemiła położna chciała zrobić zapis KTG jednak się nie udało wiłam się już z bólu...bo kazano mi leżeć na wznak ( ze względu na badziewny sprzęt ach te polskie szpitale)
Nie minęło 1,5 godziny i.. tata pierwszy raz zobaczył swojego Synusia :o)) byliśmy przeszczęśliwi, że już po wszystkim ( szczególnie ja bo już miałam ostatki sił)...
jednak nie obyło się bez komplikacji ( żeby nie było tak słodko...) straciłam bardzo dużo krwi lekarze obaiawli się o moje zdrowie i chcieli nawet przetaczać krew .. jednak obyło się bez tego.
Ja kiedy zobaczyłam to swoje maleńkie CUdo, które było hitem porodówki ( wszak urodził sie w dzien urodzin i imienin swojej mamy a do tego były jeszcze swieta) dostałam zastrzyk energii i adrenaliny takiej, że mogłabym góry przenosić:o)).Wszyscy lekarze połozne powiedzieli że jestem bardzo dzielną kobietą, że po takiej wielkiej utracie krwi zajmę się dzieckiem i sobą i jestem" na chodzie".
Bardzo miło wspominam pewnego Pana Doktora zresztą ginekologa, z którym bardzo się polubiliśmy, który troszczył się o nas jak o najwieksze cudo. Zagladał, wspierał dopytywał się o samopoczucie. Wszyscy mysleli, że to mój Kolega hihi  a mój Synuś pięknie sie do Niego usmiechał.
Jednak dalszy pobyt nasz w szpitalu oprócz tych "przepisowych dni" był koszmarem...miałam okropnego dołka bo Synuś trafił pod lampy do inkubatora ze względu na nasiloną żółtaczkę.. serce mi się krajało kiedy na Niego patrzyłam.....nie spałam całe noce bo zdzierał okularki ( które muszą być na oczach, żeby nie oślepiły lampy). Odetchnęłam i zasnęłam głęboko ( aż mnie położna obudziła na obchód) kiedy po prawie 2 dniach mogłam Go wyjąć o 24 i nie wkładać więcej..Masakra..i ciągle badania kontrolne rączki ma okropnie pokłute że aż sine do tej pory.... Nie zwariowałam tylko dzięki moim najbliższym - mojej Mamie i Aniołkowi.. a także wsparciu przesymapatycznego księdza i oczywiście Pana Doktora:o).
Nie umiem o tym zapomnieć....to powraca niczym koszmarny sen ...ale kiedy patrzę na buziolek mojego Synusia chce mi się żyć, śmiać.. On wynagradza mi wszystko co było....
Ale dołek jeszcze czasem trzyma i płaczę jak to powiedział Aniołek więcej niż Misiaczek...
Wszystkie położne na oddziale powiedziały, że jestem dzielna, że mam bardzo trudny początek macierzyństwa jednak mimo to jakoś sobie radzę i jestem samodzielna.
************************
Akutalności :o))

Misiaczek ślicznie sie usmiecha jest taki kochany ma się dobrze. Wszyscy sie Nim zachwycają szczególnie tata i brat Aniołka nie moga sie na Niego napatrzeć.
normalnie musze czerwone kokardki zawiązać dziecku;o)))).
Ja jestem nieco zmęczoną, zatroskaną mamą.. bardzo dużo pomaga mi moja mama i Aniołek sie też stara ale ja mam wrażenie, że taka niezorganizowana jestem.
Buziaczki Kochani do nastepnego razu:o)).






 Samo życie i pierwsze rodzicielskie  troski.... 2.02.2009 r.
 Dni uciekają mi tak szybko,ze nawet nie zauważyłam, że już prawie miesiąc tu nie pisałam. Nawet nie wiem kiedy a moje dziecko skonczyło miesiąc  haha , Misiaczek pięknie się usmiecha a Mimoza z Niego ;o)) no takie miny robi, że mamy taki ubaw z Niego...sama radość jest taki Kochany cudowny słodki do schrupania. Rozwija się bardzo dobrze, ma swietny apetyt i jest spokojnym dzieckiem.. gorzej jak mamusia sie zdenerwuje to wtedy koniec.. jakby był ze mna połaczony pępowiną przez cały czas...płacze  tak, że bardzo trudno Go uspokoić....
Jednak wraz z pierwszymi wizytami lekarskimi pojawiły sie pierwsze troski.. po skontrolowaniu stanu oczek okazało się, że może być potrzebny bardzo bolesny zabieg..  bardzo smutny  . Staram się jak moge by temu zapobiec jest szansa... i co róż oglądam i masuje i wkraplam kropelki albo sól fizjologiczną .. a Synuś  płacze wtedy niemiłosiernie.. serce mi się kraja...i samej nieraz mi łzy polecą......
trzymajcie proszę kciuki by to nie było potrzebne.... 27.02.2009 r




Gadu Gadu dniem i nocą
Moje dzieciątko rośnie Kochani:o)) i z każdym dniem staje się coraz bardziej kontaktowe. Pięknie się uśmiecha uwielbia kiedy czytam Mu bajki i do Niego mówię słucha wtedy z taką uwagą jakby miał już kilka lat.
Moje Cudo! kiedy na Niego patrzę czasem nie mogę jeszcze uwierzyć, że jest mój, że we mnie biło Jego serduszko, że z Nim łączy mnie najsilniejsza więź i miłość takie której nic nie pokona.
Ostatnio  oboje byliśmy chorzy, jakieś paskudne zaziębienie nas dopadło w tym samym dniu. Strasznie cierpieliśmy a szczególnie Maluszek, któremu katar nie pozwalał spać.Bogu dzięki, że miał apetyt i wspaniale jadł.Teraz oboje jakoś wychodzimy na prostą i dobrzejemy.
Masm nadzieje, że już teraz będzie dobrze.
Z oczkami już o niebo lepiej, choć kontrola lekarska dopiero za kilka tygodni to widzę poprawę i może ominie nas zabieg. Natomiast musimy zrobić Maluszkowi echo serca.. kiedy był u nas Pan doktor ( w związku z katarem) bardzo nie spodobał Mu się siny trójkąt wokół ust. W szpitalu też to zauważono. Lekarze zlecili szereg badań, które wyszły pozytywnie. Miejumy nadzieję, że echo tez da pozytywny wynik.
Powolii przygotowujemy się do najważniejszego dnia naszego Maluszka czyli do chrzcin:o)). Rodzice Chrzestni wybrani,lokal na małą uroczystość również- mama z tatą nie dorobili się jeszcze porządnego stołu i krzeseł w swoim mieszkanku. Zresztą jeśli miałabym gotowac jakieś smakołyki- nie wiem jak dałabym sobie radę z opieką nad Synkiem i gotowaniem.
Poza tym dzień za dniem ucieka, i każdy podobny do poprzedniego jakoś nie mogę się ogarnąć, żeby się "odchamić";o)) książki i gazety z ciekawymi artykułami leżą i czekają na lepsze czasy..
Ostatnio mieliśmy wielkie święto w domku :o) nasze Szczęście zostało Małym Aniołeczkiem-Chrześcijaninem. Dzięki mojej serdecznej Koleżance wyglądał wprost bosko w swoim białym stroju :o))
Bardzo się martwiłam jak zniesie całą tą uroczystość czy będzie płakał ( jak ksiądz poleje główkę wodą)? czy zmarźnie ( mamy bardzo zimny kościół)?, jak zachowa się w restauracji?
Wszystko jednak szczęśliwie się ułożyło i był ubrany jak trzeba i zachowywał się jak PRAWDZIWY ANIOŁ, sprzedał jeden ze swoich ślicznych uśmiechów księdzu gdy ten podszedł do Niego by polać Mu wodą główkę, czym wszystkich zaskoczył. Obie rodziny stwierdziły, że mamy złote dziecko :o)). Spokojnie mogliśmy skupić się na mszy, a potem zjeść spokojnie obiadek. Moja teściowa stwierdziła, że chyba nam się nudzi bo zaglądamy wciąż i wciąż do wózka do naszego śpiącego słodko Skarbu . Nie mogliśmy się nadziwić zachowaniu naszego Synka.
Cieszymy się, że wszystko udało się jak należy, że wszyscy wyszli z usmiechami na ustach i że wielką rzecz mamy z głowy.
Jedyne czego się nie spodziewałam to reakcja a raczej jej brak ze strony kilku osób z mojej rodziny, która odmówiła uczestnictwa w tym wielkim dniu :-| w życiu bym się nie spodziewała ale no cóż...
Dzień za dniem płynie z prędkością światła .. Synuś rośnie ... a ja wciąż widzę tę pomarszczoną twarzyczkę kiedy podano mi Go zaraz po urodzeniu...wciąż dla mnie jest moim malusim Synkiem :o))
Jest przekochany, ślicznie się uśmiecha, gaworzy, interesuje się zabawkami i społeczniak z Niego jak nic uwielbia być w centrum uwagi ! uwielbia czyjeś towarzystwo i jeszcze jak się do Niego mówi, opowiada, czyta bajki :o))
A ja jakoś poza drobnymi problemami zdrowotnymi jakoś się trzymam, mam nadzieję, że będę mogła przejść zabieg, który jest niezbędny i zniosę go dość dobrze- bardzo się stresuję tym...bo przecież mam to swoje Maleństwo i kto się Nim zajmie....
 Dziś struchlałam ze strachu.. Aniołek miał wypadek samochodowy..dzięki Bogu, że oprócz zatrzęsienia samochodem nic sie nie stało .. a mogło się skończyć tragicznie i to z winy drugiego kierowcy. Zawsze doceniałam co i Kogo mam u boku ale dziś uświadomiłam sobie jak bardzo kocham tego Osobnika, i że nie wiem co bym zrobiła.....bez Niego.

25.03.2009 r.



 Urodzinki :o)
Mój Synuś skończył dziś 4 miesiące! :o)) jak ten czas leci... a mi się wydaje jakbym Go wczoraj urodziła i widzę oczami wyobraźni tę maleńką buziunię wpatrującą się we mnie z zaciekawieniem.
Wiele przez ten czas się wydarzyło były wzloty i upadki...nie zamieniłabym jednak tych przeżyć na nic innego. Prawdziwa rewolucja przetoczyła się przez nasze życie, związek wraz z urodzeniem Maluszka. Myśmy się zmienili staliśmy się bardziej odpowiedzialni,pokorni,opiekuńczy ( nawet względem siebie nawzajem).
Synuś jest codowny, kochany i tyle już potrafi! pięknie gaworzy smieje się na głos, wodzi oczkami za nami i za zabawkami, slicznie unosi główkę, podnosi główkę leżąc w lezaczku jakby się rwał do siadania...Z tatą mają już pierwsze męskie sprawy.Cudownie jest móc patrzeć na to jak te moje kochane Chłopaki są w siebie wpatrzone. Ale  kiedy pojawiam się na horyzoncie  nie mam sobie równych ;o) hihi wtedy jestem tylko Ja.
I mimo tego, że jestem notorycznie niedospana kiedy widzę Jego usmiech dostaje jakiegoś zastrzyku adrenaliny i mogę góry przenosić! :o) nie wiem skad to się bierze.
Buziaki Kochani i do napisania!:o) 24.04.2009



Siedziała z kubkiem kawy w ulubione misie i rozmyślała.. promienie gorącego lipcowego słońca figlarnie wdzierały sie do pokoju. Nasłuchiwała odglosów z pokoju obok gdzie spał jej największy Skarb  a jednocześnie napawała się  ciszą jaka panowała w mieszkaniu.
Jest pełna obaw, sprzeczności ...mimo, że ma obok siebie kilku naprawdę fantastycznych osób czuje sie taka samotna...przeprowadzka w "nieznane" kompletnie "odizolowała" ją od starych dobrych znajomych. I mimo, ze dość częto z nimi sie kontaktuje to przestaje jej to wystarczać...Brakuje jej bratniej duszy najlepiej także mamy która jak nikt inny zrozumie jej obawy, radości i smutki dnia codziennego.Samotne spacery z przeważnie śpiącym słodko dzieckiem i gazetą w dłoni przestały jej wystarczać.
Odkąd urodził się Synuś świat zaczał kręcić sie wokół Jego potrzeb- wcale nie  narzeka absolutnie.. tak bardzo Go kocha, że nie wyobraża sobie ż ycia bez Niego. Czasem tylko nachodza ją myśli, że fajnie byłoby znów "zaszaleć".Znów beztrosko połazić boso, śmiejąc się brzegiem morza ręka w rękę z czlowiekiem, z którym idzie przez życie.... nie myśleć o troskach dnia codziennego i o tym co przyniesie kolejny dzień....
Chciałaby czasem móc choc na minutę zniknąć oderwać się od codzienności i byc wolną jak ptak....

 "Samotność" długodystansowej mamy....2.07.2009 r.


Get Married :)10.07.2011
O takiej chwili nic już nie zamieni,
Nic nie dorówna tej ziemskiej radości,
W której- jak jednym sercem połączeni-
Czerpiemy rozkosz z wzajemnej miłości...

Było przepięknie.. cudownie.. dzięki wspaniałemu Ojcu, który poprowadził wszystko tak jakby był naszym przyjacielem od lat. Zresztą wszyscy goście myśleli, że tak właśnie jest, nie wyprowadzaliśmy ich z błędu ;):)



A teraz kilka przykazań jakie dostaliśmy od rodzin ;)

Dla Nicole:

Szanuj męża swego i nawyki jego...
Nie mów , że jest w błędzie .. niech mu lepiej będzie
Szalej w kuchni miła.... wszak w posiłku siła
Nie zakłócaj wizji.... gdy mecz w telewizji


Dla Aniołka:

Żonę noś na rękach..... nawet jesli w mękach
Kiedy ma humory..... także bywaj chory
Dźwigaj torby żony.... bedziesz umięśniony
Kwiatów nie kupujesz?.... Wkrótce pożałujesz ..!

I ponoć mamy się do tego stosować ;) :oD



Szczęśliwe małżeństwo to długa rozmowa, 

która wciąż wydaje się za krótka.

Andre Maurois

Mamy nadzieję, że nasza rozmowa będzie trwała już zawsze :)
Pewne rzeczy nie przejdą mi przez gardło "mamo i tato" do moich teściów :| nigdy się nie przyzwyczaję...macie na to jakiś sposób? poza mówieniem po imieniu bo to w ogóle odpada. Wiję się jak piskorz, wynajduję co i róż nowe słówka, słóweczka... jeszcze żebym  z nimi miała extra kontakt ...żeby hmm bardziej okazywali uczucia? może wtedy coś by pękło...na razie nie potrafię się przemóc. To tak apropos mojego małżeństwa.Mam wrażenie, że mimo ( co zawsze podkreślali) że jesteśmy rodziną- kiedy urodził się Misiaczek miałam wrażenie, że wciąż jestem "TA OBCA" i najgorsze jest to, że wciąż takie wrażenie mam.
Poza tym mieliśmy ostatnio trochę przeżyć.. Misiaczek miał operację ledwo to JA przeżyłam nie mogąć nic przełknąć dobrze  czekając praktycznie cały dzień pół z Misiaczkiem w szpitalu a drugie pół pod salą operacyjną i na OIOMIE. Anioł denerwował się tak samo jak ja jak nie gorzej. Przetrwałam tylko dzięki wspaniałemu lekarzowi ( ja to mam farta zawsze trafi się ktoś fajny ilekroć los postawi na mojej drodze szpital ) bo Misiaczek bidulinek początkowo bardzo trudno to wszystko zniósł...teraz jest już wszystko ok rana goi się super jeszcze tylko musimy odwiedzić pana doktora z dobrymi rękoma :) za czas jakiś.
co do decyzji, o której pisałam już jakiś czas temu to ... zostanie bez odpowiedzi ...prawdopodobnie. Nie wiem...ale  skłaniałabym się odpowiedzieć NIE. Po ostatnich przejściach z Misiaczkiem to nawet Anioł mówi NIE. Chyba jesteśmy na TO za starzy ;)...i już nam się nie chce. 3.08.2011

Mój Mały Mądralka

 Mój Skarb jedyny a jednocześnie grandziarz i łobuz .. mój Synuś, który zadziwia mnie z każdym dniem... swoimi umiejętnościami.. Jest takim doskonałym obserwatorem, podpatruje nas na każdym kroku i potem naśladuje w najmniej oczekiwanym momencie.:). Czekam aż ten mój Mały Leniuch zacznie wreszcie gadać po ludzku a nie w suahili ;) będzie  gaduła - to po mamusi;). I WSZYSTKO rozumie. Kiedy mieliśmy gorsze dni naznaczone kłopotami w pewnym momencie pękłam i płakałam .. mój Synuś mnie pocieszał " mama nie.. i głaskał po rękach.. przytulał się  - zamiast się uspokoić łzy leciały jeszcze bardziej ze wzruszenia :) doskonale wyczuwa atmosferę.
Obserwując  małżona próbuje sam się  golić(oczywiście elektryczną elektryczną maszynką, zasilaną bateriami)  doskonale wie, którą część twarzy... Dokładnie wie czego chce i nie da się "przekupić" czymś innym. Ma już swoje smaki i za chiny ludowe nie daje się przekonać do "nowości" np: ogórków kiszonych.
Radzi sobie ze wszystkim..:)  sięganie z najwyższych półek w domu to pestka wystarczy krzesełko... do tego zakupy z Nim są niemożliwe bo ucieka i chowa się czym mnie i Anioła doprowadza niemal do zawału.
A i najważniejsze czyścioch i esteta z Niego :) sprząta ( siostra Aniołka mówi, że to odziedziczył  po mnie) odkurza i myje podłogi - a przy okazji wszystko inne dookoła; ) sprzecza się z Aniołem droczy się , i jest bardzo zazdrosny, kłócą się o mnie :);). A jednocześnie jest bardzo sprawiedliwy kiedy coś dzielimy wszyscy muszą to mieć.
Nie zje niczego bez miseczki lub talerzyka by móc sobie odłożyć:) mówię Wam obłędny jest :) jak biegnie do kuchni taki Szkrab i przynosi  wszystko:). Bardzo chce we wszystkim pomagać w gotowaniu, pieczeniu przynosi krzesełko siada i prosi o sprzęt niezbędny .. :)
Na placu zabaw chętnie pomaga innym dzieciom ( nie lubi tylko narwanych dzieci sam jest bardzo spokojny) i ma pierwszą dziewczynę ;), która w Niego zapatrzona jak w obraz a my mamy pękamy ze śmiechu:)).
Nie mogę uwierzyć, że mój malutki chłopczyk niedługo skończy 3 latka... a ja wciąż widzę Go przy mojej piersi takiego malusiego, bezbronnego....bobaska... :) i, że ten sam Chłopczyk staje się powoli coraz doroślejszy coraz mniej potrzebuje mamy ( z wyjątkiem czułości i kochania rzecz jasna :)) i niedługo powie : oj mama jaka ty nie dzisiejsza jesteś ! :):-D  17.10.20011





Ostatnio natchniona coraz to nowszymi zdjęciami prześlicznych i przesłodkich Maluszków, brzuszków Mamuś ( bo jakoś wyjątkowo bardzo dużo mam w swoim otoczeniu ciężarówek) oczekujących  zaczęłam sobie wspominać własne oczekiwanie na mojego Synka...

Mam wrażenie jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj..słyszę swój głos kiedy dzwoniłam z radosnymi nowinami że to już, żeby przyjechał .. a On się śmiał i powiedział, żebym się nie wygłupiała...;))...I widzę moją mamę, która wielkim wysiłkiem próbowała zachować tzw: "zimną krew" zachowując się trochę jak pułkownik w wojsku ;) i chciała mnie ciągnąć do szpitala samą bez Anioła! - co to to nie;)

Nie mogę uwierzyć, że już niedługo na torciku zapłonie trzecia świeczka... a ja wciąż widzę tę maleńką buziunię.. i brata Małżona ( który notabene jest SUPER WIELKI wzdłóż i tylko odrobinę wszerz ;) kiedy  trzyma ten nasz Mały wielki CUD, który mieścił się na Jego przedramieniu....kiedy przejęty opowiadał mojej teściowej po wizycie w w szpitalu..." wiesz mama taki malutki szkrabek taki mały... nie mogę uwierzyć, że taki filigranowy może być człowiek..." 
Przez te prawie trzy latka moje dziecko wiele mnie nauczyło przede wszystkim odrobiny cierpliwości wyrozumiałości, obdarzyło mnie ogromem bezwarunkowej miłości, pokory..i wciąż uczy.. co róż czegoś nowego...
i choć czasem miewam dość.. i nie mam na Niego siły i brakuje cierpliwości..i przytłacza mnie ogrom obowiązków.. i praktycznie brak czasu dla nas dwojga, dla związku już nie mówiąc o czasie tylko dla mnie, karierze zawodowej zawieszonej na kołek do odwołania  to kiedy widzę te oczka roześmianą buziunię i radosne okrzyki mama!.. kiedy biegnie żeby się przytulić... wymiękam... rozbraja mnie na części..: Mój Synuś kochany nie wyobrażam sobie życia bez Niego :)


5.11.2011






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz