Spotkanie... (3.09.2006)
To było
coś na co tak długo czekałam z niecierpliwością.... nasze spotkanie:).
Najpierw
był barek w kinie, rozmowa,usmiechy,spojrzenia, oglądanie zdjęć w
telefonie...,Twoje wspomnienia,...Potem był film , przygodowy, z moim
ulubionym Johny'm Deep'em, który nas trochę "zawiódł" pod względem
bajerów i efektów trochę były naciagane.
Porwałeś
mnie potem na spacer po Starym Mieście.. musze przyznać,że wyglada pięknie
późnym wieczorem oświetlone tysiącami światełek i lamp choć i tak na głównej
ulicy panuje przyjemny półmrok, bardzo romantyczny spacer, którego świadkami
było kilkoro spacerujących ludzi, ludzi siedzących w knajpkach piękne stare
kamieniczki i Bóg mórz...
W pewnym
momencie powiedziałeś ,że czujesz się jak w Wenecji kiedy znaleźliśmy się na
Długim Pobrzeżu.. te piękne jachty oświetlone i błyskajace na drugim brzegu
lampeczki z okolicznych hoteli i restauracyjek...i MY...nie mogacy się sobą
nacieszyć ..
Oczywiście
nie obyło się bez niespodzianek...jakże miłych , kiedy dostałam prezent,
kompletnie mnie zaskoczyłes, nie wiedziałam co powiedzieć co zrobić...niewiele
mysląc... tak na mnie patrzyłeś.. tymi swoimi oczkami... nie mogłam się
oprzeć... ( totalny spontan... ) przytuliłam Cie .. i najchętniej nie
odklejałabym się od Ciebie już nigdy....Patrzyłeś na mnie potem bardzo długo
jak otwierałam drzwi do domu .. odjechałeś dopiero jak zniknęłam za
drzwiami....
Ważny zaległy egzamin...7.09.2006 r
Mój stres
sięga zenitu bardzo się denerwuję ( nerwy były na wodzy do czasu)
sprawiła to moja koleżanka z roku , która ( zupełnie nieświadomie)
zasiała we mnie jakiś dziwny niepokój...
W środę
mam ważny egzamin zaległy na studiach.. boję się...
ciągle
myślę,że za mało wiem że nic nie umiem ..
Pani
pedagog specjalista od m.in. stresu i jego pokonywania chodzi jak ten szewc bez
butów...wewnątrz aż mnie ściska i mam tzw. kluchę w gardle.
Wymiękam...:(
nie mogę sobie znaleźć miejsca to wszystko wydaje mi się takie suche
haotyczne.. choć część rzeczy już wiem orientuję się może nie super extra na
pamięć ale sens i istotę znam.. a ciągle mam wrażenie że za mało...
Choć Pani
Doktor od tegoż przedmiotu, kiedy poszłam z Nią porozmawiać o innym terminie egzaminu
widząc moją przerażoną minę powiedziała :
"Z
pewnością da sobie Pani radę.."
Ehh wiecie
co? już nie mogę się doczekać kiedy będzie po wszystkim...mam nadzieję,że te
dwa dni zlecą bardzo szybko...I wynik będzie jak najbardziej pozytywny..
Poza tym
stęskniłam się za Aniołem.. tymabrdziej,że chcieliśmy się spotkać ale
Aniołek stwierdził,że lepiej będzie w po egzaminie bo już mało czasu
zostało... miał rację i mam wrażnie ze zna mnie na wylot bo nie byłabym
chyba dziś dobrym kompanem...
Stres...10.09.2006
r.
No to się
pochwalę teraz ,że jestem studentką 6 roku ( tak tak dobrze czytacie)
Pedagogiki. Ponieważ nasz Dziekan i Rektor wymyślili sobie dodatkowy semestr na MSU.
Kochani
chciałam Wam bardzo bardzo podziękować za wsparcie, za to,że choć wirtualnie
byliscie ze mną w tych stresujących chwilach .. naprawdę czułam,że
jesteście obok mnie.
dziękuję
też Tobie Kasiu ( koleżanka z roku i Towarzyszka niedoli) już Ty wiesz za co!:)
Gala
rozdania złotych Lwów i cudowny wieczór:) 14.09.2006 r.
Spotkanie
było super wieczór cudowny częściowo u Niego w domu a częściowo na
Festiwalu filmów i rozdaniu złotych Lwów:).
Gdynia jak
zapewne wiecie tętniiła filmem i obecnośćią Gwiazd filmu przez ostatni
tydzień.
Byliśmy
sobie na tej gali pod Teatrem Muzycznym była transmisja na wielkim
plazmowym telewizorze.
Fajnie
było poczuć się przez chwilę wyjątkowo czująć w powietrzu te emocje i wspaniałe
święto filmu, w dodatku jak wygrał mój faworyt "Plac
Zbawiciela" .
Poczekaliśmy
sobie do końca gali i potem "czychaliśmy na nasze Gwiazdy:))) scen
teratralnych i filmowych POCHWALIMY SIĘ ŻE NIE UMKNĘŁY NASZYM OCZOM:
Panie:
Alina
Janowska , Małgorzata Pieczyńska, Małgorzata Potocka, Bożena Dykiel
Pan:
Krzysztof Krauze notabene Laureat Złotych Lwów za film "Plac
Zbawieciela"
Poza tym
nie obyło się bez śmiesznych sytuacji kiedy dziennikarz wziął nas za małżeństwo
albo narzeczeństwo, czyżbyśmy miłośc mieli wymalowaną na twarzy?;))).
jestem
szczęśliwa bardzo szczęśliwa chwilo trwaj i nie kończ się już nigdy....
Nie mogę
doczekać się następnego spotkania z każdym zbliżamy się coraz bardziej do
siebie odkrywamy ciągle coś na nowo, zgodność zasad, wartości celów..
nawet marzenia mamy te same...Coś w tym chyba musi być.
(26.09.2006 r.)
Szukam
klucza do drzwi zatrzaśniętych przed nosem...
Czy bez
użycia wyraźnego przymusu można skłonić Faceta do zwierzeń, do tego
by powiedział co Go boli? Na studiach mówiliśmy o teoriach,
technikach wopływu na ludzi. Jednak mało kto zdaje sobie sprawe z tego ile musi
być warunków spełnionych by określona technika czy metoda okazała się skuteczna
od zwykłej prośby.
W parktyce
te metody i techniki stosuję tylko w pracy z pacjentami w życiu
codziennym zawsze "proszę" i nie naciskam i nie zadaję wielu zbędnych
pytań.
Do czego
zmierzam? chciałam Wam dziś opisać pewną sytuację, z mianowicie chodzi o
zatwardziałego Anioła, który jak jest wszystko ok i różowo to potrafi się
przytulić chwycić moją rękę spojrzeć w oczy i powiedzieć coś miłego...
kiedy pojawiają się schody zamyka się w sobie niczym żółw w swojej skorupie ma
muchy w nosie jest zły na cały świat i najgorsze ,że udaje że wszystko jest
ok..
Przede mną
jak wiecie pedagogiem nic się nie ukryje mam to do siebie,że z reguły
wyczuję złe nastroje. Strasznie mnie denerwuje,że zamyka mi się drzwi
przed nosem kiedy pytam co się dzieje .. kiedy pytam czy mogę jakoś pomóć? a
potem kiedy rozmawiamy i ja mówię szczerze co czuję i jak się czuję
odpowiada mi się: wiesz co przesadzasz na maxa nie będę Ci głowy zwracał
...przecież nic się nie zmieniło..wszystko mi przejdzie jak Cię zobaczę..I
znowu się przytuli?? Strasznie mnie to drażni bo to przecież ma się nie opierać
na przytulaniu tylko przede wszystkim na rozmowie, mówieniu o kłopotach
bolączkach złych chwilach..a dotyk ma być wspaniałym dodatkiem...
Spotykając
się z facetami do tej pory zawsze potrafiłam z Nimi rozmawiać i Oni potrafili
mi powiedzieć co czują i myślą ba.. nierzadko dostałam komplement: wiesz co Ty
masz coś w sobie,że chce mi się mówić o wszystkim, umiesz wysłuchać czasami
powiem Ci nawet za dużo .. ale Ty nie ocenisz zawsze zrozumiesz.
Nie
rozumiem Jego zachowania powiedziałam Mu co mysle do Niego jakby to nie
docierało...Jest mi smutno i przykro bo czuję się jak poduszceka do przytulania
jak jest ok.. a jak jest zle to On odsuwa mnie od siebie na kilometr.. i
zabrania podejść..
Ostatnio jestem bardzo zabiegana w związku z pisaniem pracy magisterskiej uprawiam prawdziwe maratony bibiloteczno- czytaelniane w poszukiwaniu potrzebnych książek, których czasem nie ma bo nasz Pan Rektor zarządził przeprowadzkę do nowo wybudowanej bibilioteki.. eeeh i zrobił nam świetny prezent w postaci niedostępnych książek w ciągu roku akademickiego. Nikt oczywiście nie przejmuje się dolą "biednego" studenta, który nie może znaleźć potrzebnych książek zwłaszcza do tak ważnej pracy jak magisterska. Do tego dochodzi jeszcze poszukiwanie pracy związanej z moim zawodem więc jeżdżę również do Ośrodków, szkół i Domów Dziecka
Co wcale
nie jest takie proste bo zawsze słyszę" no przykro mi zatrudniliśmy już
kogoś" brrr. Ale ostatnio w pewnym Domu Dziecka spotkała mnie bardzo miła
niespodzianka ze strony Pana Dyrektora notabene bardzo oryginalnego jeżdzacego
na motorze, i w ogóle młodego fajnego pedagoga:). Otóż "wynurzył" się
specjalnie dla mnie sposród sterty papierów na swoim stoliku i znalazł czas by
ze mną porozmawiać ( pomimo,że nie ma obecnie wolnych etatów) i nawet
powiedział,że fajnie,że przyjechałam bo kontakt osobisty to zawsze inaczej niż
sucha kartka papieru.I że napewno się skontaktuje jak zmieni się obecna
sytuacja w Domu dziecka.
Bardzo się
cieszę,że wreszcie ktoś tchnął we mnie jakąś nadzieję, że znalazł chwilkę
czasu,że czytał uważnie cv list motywacyjny i opis mego stażu zawodowego a
przede wszystkim słuchał moich słów.
Ale
czasami mam tego wszystkiego serdecznie dość...najchętniej wyłączyłabym
komórkę,zaszyła się gdzieś w górach w przytulnym domku z kominkiem...i pobyła
trochę z Kochaniem.Jestem zmęczona tym wyścigiem z czasem wyścigiem z samym
sobą.
Ostatnio
też dużo rozmawiałam z moją Przyjaciółką,o miłości. Ona wciąż jest samaa
kolejni poznani faceci to nie wiem z jakiej planety są.. Te wszystkie Jej
doświadczenia spowodowały,że zamknęła się trochę na ludzi,że prawie straciła
nadzieję,że Kogoś pozna...Aż mi czasem trudno mówić o moim szczęściu bo wiem,że
Jej jest przykro choć wiem napewno,że cieszy się moim szczęściem.
Uświadamiam
sobie wtedy jakie wielkie mam Szczęście ( przez duże S) ,że mam Kochanie.
Że nie
jestem w tym świecie sama... że mogę się przytulić, pocałować, że mam za Kim
tęsknić...
melduję, że nareszcie trafiłam na nowe miejsce :)
OdpowiedzUsuńFajnie tak powspominać... I miło, ze nas do tych wspomnien dopuszczasz :)
Jakże się cieszę :))) dobrze, że wspomnień nikt nam nie odbierze :)
OdpowiedzUsuń