Uwaga
użalam się.. czyli rysy na ideale?.... ...(2.12.2006 r.)
Mam już
dość... jestem totalnie dobita, smutna i szczerze mówiąc płakać mi się
chce nad tym wszystkim.. może przesadzam ale tak właśnie czuję...Od jakiegoś
czasu ostro "przysiadłam"nad pracą magisterską...nie miałam poza tym
żadnego życia, praktycznie poświęciłam ostatnie tygodnie i noc ( po której nie
mogłam się odespać) na czytanie, wertowanie książek robienie notatek i
potem układanie tych wszystkich potrzebnych kawałków i fragmentów z różnych
źródeł w jedną całość w komputerku.
No i
oddałam swej Promotor dopracowany rozdział i początek kolejnego rozdziału,
wszak czas goni więc wzięłam się w między czasie za kolejny podrozdział.
W wolnej
chwili pojechałam ( jak uprzednio się umówiłam) do mej Promotor aby powiedziała
mi co o tym sądzi. Otóż już na samym wejściu do gabinetu wiedziałam, że coś
jest nie tak.. spojrzała na mnie jakby miała mnie zabić albo lać kijem..
Oddając
mi "moje skromne wypociny" stwierdziła , że nie podoba jej się język
w pracy jest nazbyt potoczny :-| musi być naukowy...i miała jeszcze parę uwag i
pytań po czym powiedziała:
"
Pani to się na mnie kiedyś wkurzy porządnie za te teksty co? "no
muszę przyznać że merytorycznie tekst jest bardzo dobry.. ale..:-|
nie
odpowiedziałam na to pytanie tylko stwierdziłam, że mam w sobie zbyt dużo
pokory...aby się porządnie wkurzać na Profesora..
Tak
naprawdę chciało mi się płakać... bo starałam się jak mogłam BY
"ZASPOKOIĆ" WIDZI MI SIĘ I PUNKT WIDZENIA SZANOWEJ Pani Promotor...
Mam
naprawdę serdecznie dość tego wszystkiego jestem zmęczona już... a jednocześnie
przeraża mnie to,że zostało mi naprawdę mało czasu co daje mi porządnego kopa
do działania.. tylko, że czy aby zaspokoję punkt widzenia Promotor? i wreszcie
usłyszę "podoba mi się?....
Na
odchodne rzuciła mi: Spotykamy się za 30 przeczytanych książek...jasne
sczególnie , że kilka z nich jest dwu tomowych i ma po siedemset kilka stron (
każdy tom)....życia by mi nie starczyło by je wszystkie przeczytać zrobić
notatki i jeszcze wklepac do komputera...
Koszmar...czasami
chcę się obudzić z tego snu jestem zmęczona tym wszystkim nieustanną Jej
krytyką i piłowaniem...chcę spokojnie skończyć te cholerne studia obronić się w
miarę przyzwoicie ale nie żeby zapłatą za to były wrzody na żołądku i stres...
Chyba
bym zwariowała bez mojej kochanej Rodzinki, Przyjaciół wspierających mnie
i bez Aniołka, który stara się jak może być obok wspierać i odpędzać smutki...poprawiając
mi humorek .. może mi przejdzie...ten dołek już dziś wszak Aniołek
wyciągnął mnie na grzane winko.. mam nadzieję , że gdy Go zobaczę, poprzytulam
się wszystko przejdzie...
Życzę
Wam Kochani miłego weekendu :o) i przepraszam , że się użalam nad sobą
Rozmowy
na szczycie...i co nie umknęło uwadze Nicole 26.01.2007 r.
Promotor
wymysliła mi dodatkową pracę, dodatkowy rozdział na .. tydzień przed
terminem oddania pracy
magisterskiej.
Pani
Nicole ja myślę , że z tego byłby fantastyczny rozdział ! rzekła
rozentuzjazmowana Promotor patrząc na konstrukt pracy
No
bo jaki jest sens tego podrozdziału tutaj? przecież to w ogóle się nie klei
kontynuowała ...
Jakby
nie znała i nie widziała konstruktu mojej pracy od samego początku seminarium i
sama nie wymyslila w tym a nie innym rozdziale taki a nie inny podrozdział, z
którego teraz namyśliła sie zrobić cały rozdział ..
Pani
Nicole w związku z tym myślę, że przedłuży sobie Pani termin oddania pracy
magisterskiej.
Dla
Nicole było to zbyt dużo.. z bezsilności złości i wszystkiego na raz kiedy
wyszła z gabinetu popłakała sobie rzewnymi łzami w towarzystwie zdziwionej
( zachowaniem Promotor) i poinformowanej o wszystkim Przyjaciółki z
akademickich szlaków.
2) ANIOŁECZEK
MÓJ
Aniołek
zmartwiony stanem mego zdrowia powiedział:
Kochanie,
proszę idź do lekarza, niech Ci powie co i jak , Twój organizm nie może
funkcjonować jak sobie chce, wiesz o tym prawda?..
Aniołek
widząc po twarzy mój stres przed wizytą u Promotor :
Ty się
tak nie stresuj bo to szkodliwie
wpływa na Twój organizm !. Przyganiał kocioł garnkowi :P ostatnio sam się
tak zestresował i zdenerwował, że bolała Go głowa ...Nicole bardzo się tym
faktem zmartwiła i zamierza poważnie porozmawiać ze swym ukochanym.
3) MODA
NA CIĄŻĘ
Nicole
przegląda czasami kolorowe magazyny dla kobiet. mam wrażenie, że ostatnio
najmodniejszym dodatkiem wcale nie są modne firmowe buty GINO ROSSI tudzież
sportowe PUMY tylko stale powiększający się brzuszek. Ciąża podobno jest
supermodna, należy ją eksponować fajnymi ciuszkami, które proponują już nawet
sklepy z firmowymi ciuchami! tworząc specjalne kolekcje dla przyszłych mam.
Bardzo się z tegoż faktu cieszę bowiem nie mogłam już patrzeć na kobiety w
ciąży chodzące w siermiężnych ogrodniczkach i duuużych sawetrach i T- shirtach
swoich partnerów czy mężów; teraz mogę obserwować kobietki buszujące na
wyprzedażach. Oczywiscie wszystko jest rzeczą gustu.
Dodatkowo
jeszcze moja Koleżanka planuje drugie
już dziecko, za co szczerze ją podziwiam za odwagę sama jest poważnie chora, i
do tego ma już jedno dzieciątko przekochane zresztą równie poważnie chore choroba
nie zagraża bezposrednio życiu ani ogólnemu zdrowiu tylko jest niesamowicie
nieprzewidywalna i jej atak może nastapić w każdej chwili.
W
związku z tym Nicole zrobiło się nieco smutno, że niestety nie ulegnie
owej modzie na wysmakowane ciuszki, i nie dostąpi zaszczytu eksponowania
rozwijającego się maleństwa w jej wnętrzu.
Bo
Nicole ma już swoje lata i odzywa się pragnienie bycia mamą....
4)
ŚNIEG:)
To z
najbardziej radosnych i w ogóle fantastycznych rzeczy :))) spadł śnieg i jakoś
tak przyjemnie się zrobiło, kiedy Nicole wyjrzała przez okno swego domu
zobaczyła biały puch, który zakrył wszystkie niedoskonałości otoczenia
i swego
kota buszującego w śniegu:)))) jakby łapał myszkę w swe kocie łapki:)) i
skaczącego niczym tygrys w coróż nowe miejsce:)))
Jestem
zmęczona
Ostatnie
dni były dla mnie niezmiernie wyczerpujące a to głównie przez stres i nerwy
związane z przedłużeniem terminu złożenia pracy magisterskiej. Aniołek
stwierdził, że jak skończę pisać i załatwiać wszystkie formalności związane z
pracą to przestanę istnieć...zostanie ze mnie nazwisko, skóra i kości. Bowiem
kiedy się denerwuję nie moge nic przełknąć, jedynie piję soki wode mineralną
bez gazu.I podobno ( ja tego nie widzę) bardzo schudłam... przez to wszystko.
Aniołek wraz z moją rodzinką bardzo się martwi o mnie i wpycha we mnie co
smaczniejsze kąski.. kiedy ja nie mogę tyle jeść. Szczęśliwie udało się
wszystko pozałatwiać i przedłuzono mi termin złożenia pracy z czego bardzo się
cieszę; mimo trudności, które powstały w trakcie załatwiania tego wszystkiego.
Jestem już bardzo zmęczona tym wszystkim, chcę mieć to jak najszybciej z głowy
obronić się i zapomnieć...odpocząć sobie wreszcie od tych stresów, nerwów..
marze o cieplutkim słoneczku, plaży mmmm,stęskniłam się już za ciepełkiem
bynajmniej nie tym, które dają kaloryfery..brak mi promieni słońca i tej
pozytywnej energii, którą dają... Tak mi się zamarzyło jak przeczytałam post u
Jednej z was moje Drogie Czytelniczki.... aż zatęskniłam za kolorowymi
spódnicami sukienkami letnimi, które schowane w szafie czekają na "lepsze
czasy" ulubione klapki japonki.. nie mogę się doczekać kiedy je włoże....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz