26.02.2012

Wspomnienia tamtych chwil ( z archiwum)


             Weekend i choroba Aniołka...   5.02.2007 r.
     
Weekend był szałowy i szalony:)) urządziliśmy sobie dwa dni we   własnym towarzystwie .. szaleliśmy w pustym mieszkaniu Aniołkowej siostry i Jej faceta ponieważ  wybrali sie w podróż zycia  .. a mianowicie pojechali do Chin:))) wiec dostaliśmy pozwolenie na urzędowanie w Ich mieszkaniu pod pretekstem karmienia rybek podlewania kwiatków i ogolnie rzucenia okiem na mieszkanie .Cudownie było móc bez skrępowania wtulać się w Jego ramiona i ganiać się po ogromnym apartamencie...fajnie byłoby tak mieszkać z Nim mieć siebie na wyłączność codziennie każdego dnia każdej nocy każdego wieczoru.. mmm:))).
Byłoby super extra gdyby nie wiadomość o  dość poważnej chorobie mojego Aniołka....miejmy nadzieję, że kuracja zaserwowana Mu przez Panią Doktor odniesie oczekiwany skutek...i nie trzeba bedzie robić dodatkowych badań  i testów baardzo nieprzyjemnych...w związku z tym martwie się jak to dalej wszystko się potoczy...Tak to jest Kochani mieć odrobinę medycznej  wiedzieć nieco wiecej niż przeciętny człowiek......

1.03.2007 r.

Gorzej już być chyba nie może :-|  pojechałam na uczelnię wedle wskazań mojej Pani Promotor. Otóż najpierw z rana odwiedziłam dziekanat by pobrać kartę obiegową i zacząć już sobie pomału załatwiać formalności. Pojechałam nastepnie na uczelnie tam okazało się że jest jakieś zebranie i doktor jest chwilowo niedostępna.
Naczekałam sie chyba z półtorej godziny zanim zebranie się skończyło i dostałam się do Pani doktor do gabinetu. Otóż to co zobaczyłam zmroziło mnie...moja praca była  wszerz pokreślona i posiekana ( miałam wrażenie jakby Ona widziała ja pierwszy raz w życiu i nigdy jej nie czytała) :-|. Załamałam się do reszty i stwierdziłam, że nie mam siły i cierpliwości do tego wszystkiego... przyszłam do domu przejrzałam ją raz jeszcze i stwierdziłam, że może nie jest tak bardzo tragicznie...W zwiazku z tym muszę zwrócic sie do dziekana o ponowne przedłużenie terminu o miesiąc.. mam nadzieję, że się zgodzi i nie będzie większego problemu.
A do tego moja wspaniała Promotor dorzuciła mi książkę niezbędną  w mojej pracy i ponoć świetną:-| do przeczytania.
Mam tego już naprawdę serdecznie dość..... :(
Poza tym nie wiem czy to nowe sprawdzanie reakcji na rozmowach kwalifikacyjnych czy jak?
Otóż byłam na rozmowie o pracę i .. oto rozmowa cytuje:
Nicole: (N) proszę oto moje dokumenty , oryginał dyplomu ze studiów ...tak jak się umawialiśmy telefonicznie...
Pan Dyrektor:(PD) ( spoglądając na specjalizację i dyplom ukończenia studiów): wie Pani co? ten kierunek jest do niczego!
Nicole zrobiła się lekko blada i zmieszana  w głowie myśli, że przecież Pan dyrektor wypytał telefonicznie co i jak dzień wczesniej i o kierunek i doświadczenie zawodowe..
PD: no wie pani chyba sie nie zrozumielismy poszukuje kogos po innej specjalizacji...
A jaki kierunek Pani teraz  konczy?
N: Pedagogikę ogólną na UG
PD o to już lepiej brzmi a wie Pani zrobiłaby Pani sobie podypomowe studia..sa nawet na UG...
N: tak wiem ja moge sie dokształcic ale to kosztuje i chce najpierw pracowac
PD: doskonale rozumiem ( ciekawe...) 
 po chwili rozmowy...z PD
Nicole  poczęła zbierać swoje dokumenty..
a PD: stwierdził: ale niech mi Pani zostawi swoje namiary:-| Nicole była bardzo zaskoczona i z nerwów i tego wszystkiego podała swoje cv... PD... i dopiero jak wyszła uświadomiła ze mogła powiedzieć: a po co? przecież mam beznadziejny kierunek studiów!...
A potem ( po rozmowie z Koleżanką )  przyszło jej do głowy, że to może jakieś nowe metody sprawdzania przyszłych pracownikow? może ktoś o takowych słyszał?, że bada się jak się zachowa przyszły pracownik obserwuje się jego reakcje...

Nicole została wrobiona i dopadnięta razy 3 ;o)  5.03.2007 r.

No i proszę dopadło i Nicole ( a już się martwiłam, że mnie to nie dosięgnie - żartuje;o) ) i to z potrójnym działaniem a to za sprawą Mysi i Frozen Lady oraz Ciacha dzięki Dziewczyny...;o)..
Tak więc powierzam Wam moje sekreciki ..
1. Kiedy miałam jakieś 6-7 lat zakochałam się na zabój ( myślę, że z wzajemnością) w  koledze, który mieszkał kilka domów dalej..  Założyłam się z przyjaciółką, że wyznam Mu miłość w "niekonwencjonalny" sposób;o) . Kiedy przejeżdżał  na rowerze ( było lato) pod moim domem "wykrzyczałam"przez otwarte okno  swoje wyznanie, kolega oczywiście je usłyszał .
2. Na szkolnej karnawałowej zabawie mama ubrała Nicole w piękną granatową sukienkę. Nicole była strasznie dumna , że tak ślicznie wygląda.. do czasu...w trakcie tańców i wywijańców suknienka rozpruła się na pupie , ubaw mieli z tego wszyscy koledzy  z klasy.

3. W szkole średniej upatrzyłam sobie pewnego chłopaka( nic nas nie łączyło ani znajomi ani klasy )..bardzo mi się podobał, intrygował i przyrzekłam mojej przyjaciółce, że go poznam jakoś...A że On chodził do klasy matematyczno- informatycznej napisałam Mu w liście ( zdobyłam jego adres przez koleżankę), że potrzebuje korepetycji z matematyki i że może się umówimy w szkole to pogadamy o tej pomocy z matmy. I wiecie co? przyszedł...na to spotkanie i  korepetycje nie wypaliły.. ale za to połączyła nas miłość na 5 długich lat...

4. Poznałam dziewczynę z sąsiedniej klasy zaprzyjaźniłyśmy się bardzo  i postanowiłyśmy się umówić na to żeby razem iść na studniówkę (ona nie miała chłopaka a mój obecny chłopak miał swoją studniówkę dzień wcześniej.)  Nie wymieniłyśmy się telefonami, ona kiedyś podała mi swój adres tzn. ulicę nr bloku i piętro ( na parterze).
Tak się złożyło, że nie było mnie w szkole,  i.. dzień wcześniej przed studniówką,  stwierdziłam, że pójdę do niej się umówić
Heh kiedy przyszłam do mieszkania okazało się , że pomyliłam bloki i klatki :-| i kompletnie się zakręciłam i chodziłam po osiedlu szukając owej Eli z IV c, z takiego LO i mającej studniówkę.. hihi ale wiecie co? znalazłam.

5.Kiedyś dostałam kartkę walentynkową pochwaliłam się wszystkim koleżankom  , że to od tajemniczego nieznajomego, że ktoś się we mnie zakochał i w ogóle.. ( tkwiłam w słodkiej nieświadomości do czasu..)... nadawcą był mój kuzyn....

Brak czasu, pierścionek, i weekend:)  12.03.2007 r.
 Dni uciekają mi przez palce dosłownie, żyję w ciągłym biegu  i jakoś nie mogę się zatrzymać to chyba ta wiosna za oknem dodała mi tyle poweru i energii.
Kwitnące krokusy wystające z ziemii "zaczątki" tulipanów, ptasi świergot... słonko.. slicznie:))) korzystam z uroków pogody jak tylko się da i nawet powietrze ma zapach wiosny.
Oby zima się już nie pojawiła.
cóż u mnie ?

Dopracowuje swoją pracę magisterską, po prostu już czasem mam serdecznie dość tego bo próbuję wcelować  w merytoryczny i myślowy gust mojej Pani promotor.
Mam nadzieję, że tym razem będzie wszystko dobrze i już naprawdę będę szykowała się do egzaminu magisterskiego.
Weekend minął w cudownej atmosferze, korzystając z pogody wybraliśmy się  na  długi spacer, potem był wspólny rodzinny obiadek z Rodzicami Aniołka.
Wybraliśmy się też na maraton sklepowy, w poszukiwaniu prezentu dla Siostry Aniołka bo jutro ma urodzinki. Zawędrowaliśmy do jubilera gdzie Nicole wybrała  na prezent  delikatne  srebrne kolczyki:-D mam nadzieję że bedą jej się podobały.
Jak już byliśmy w tym sklepie Aniołek "kazał" mi wybierać pierścionek :-D do kupna na razie nie doszło,  wolałabym żeby była to niespodzianka:).No i upatrzyłam sobie takie dwa śliczne, delikatne i takie "proste" bez żadnych udziwnień z tradycyjnego żółtego złota. Kiedy tak oglądaliśmy te pierścionki podeszła do nas Pani ekspedientka i powiedziała ( z jednoznacznym  usmiechem) " A teraz dla Pani prezent tak?:)
Na co ja odpowiedziałam nieśmiało  nie nie...
a Pan, który również obsługiwał powiedział: Ależ proszę się tak nie wzbraniać tylko popatrzeć na reakcję partnera:o))
Jednym słowem bardzo jestem ciekawa kiedy i czym Aniołek jeszcze mnie zaskoczy:)))

Pozdrawiam Was buziaczki :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz