Weekend
i choroba Aniołka... 5.02.2007 r.
Weekend
był szałowy i szalony:)) urządziliśmy sobie dwa dni we własnym
towarzystwie .. szaleliśmy w pustym mieszkaniu Aniołkowej siostry i Jej
faceta ponieważ wybrali sie w podróż zycia .. a mianowicie
pojechali do Chin:))) wiec dostaliśmy pozwolenie na urzędowanie w Ich
mieszkaniu pod pretekstem karmienia rybek podlewania kwiatków i ogolnie
rzucenia okiem na mieszkanie .Cudownie było móc bez skrępowania wtulać się w
Jego ramiona i ganiać się po ogromnym apartamencie...fajnie byłoby tak mieszkać
z Nim mieć siebie na wyłączność codziennie każdego dnia każdej nocy każdego
wieczoru.. mmm:))).
Byłoby
super extra gdyby nie wiadomość o dość poważnej chorobie mojego
Aniołka....miejmy nadzieję, że kuracja zaserwowana Mu przez Panią Doktor
odniesie oczekiwany skutek...i nie trzeba bedzie robić dodatkowych badań
i testów baardzo nieprzyjemnych...w związku z tym martwie się jak to dalej
wszystko się potoczy...Tak to jest Kochani mieć odrobinę medycznej
wiedzieć nieco wiecej niż przeciętny człowiek......
1.03.2007
r.
Gorzej
już być chyba nie może :-| pojechałam na uczelnię wedle wskazań mojej
Pani Promotor. Otóż najpierw z rana odwiedziłam dziekanat by pobrać kartę
obiegową i zacząć już sobie pomału załatwiać formalności. Pojechałam nastepnie
na uczelnie tam okazało się że jest jakieś zebranie i doktor jest chwilowo niedostępna.
Naczekałam
sie chyba z półtorej godziny zanim zebranie się skończyło i dostałam się do
Pani doktor do gabinetu. Otóż to co zobaczyłam zmroziło mnie...moja praca
była wszerz pokreślona i posiekana ( miałam wrażenie jakby Ona widziała
ja pierwszy raz w życiu i nigdy jej nie czytała) :-|. Załamałam się do reszty i
stwierdziłam, że nie mam siły i cierpliwości do tego wszystkiego... przyszłam
do domu przejrzałam ją raz jeszcze i stwierdziłam, że może nie jest tak bardzo
tragicznie...W zwiazku z tym muszę zwrócic sie do dziekana o ponowne
przedłużenie terminu o miesiąc.. mam nadzieję, że się zgodzi i nie będzie
większego problemu.
A do
tego moja wspaniała Promotor dorzuciła mi książkę niezbędną w mojej pracy
i ponoć świetną:-| do przeczytania.
Mam tego
już naprawdę serdecznie dość..... :(
Poza tym
nie wiem czy to nowe sprawdzanie reakcji na rozmowach kwalifikacyjnych czy jak?
Otóż
byłam na rozmowie o pracę i .. oto rozmowa cytuje:
Nicole:
(N) proszę oto moje dokumenty , oryginał dyplomu ze studiów ...tak
jak się umawialiśmy telefonicznie...
Pan
Dyrektor:(PD) ( spoglądając na specjalizację i dyplom ukończenia studiów): wie
Pani co? ten kierunek jest do niczego!
Nicole
zrobiła się lekko blada i zmieszana w głowie myśli, że przecież Pan
dyrektor wypytał telefonicznie co i jak dzień wczesniej i o kierunek i
doświadczenie zawodowe..
PD: no
wie pani chyba sie nie zrozumielismy poszukuje kogos po innej specjalizacji...
A jaki
kierunek Pani teraz konczy?
N:
Pedagogikę ogólną na UG
PD o to
już lepiej brzmi a wie Pani zrobiłaby Pani sobie podypomowe studia..sa nawet na
UG...
N: tak
wiem ja moge sie dokształcic ale to kosztuje i chce najpierw pracowac
PD:
doskonale rozumiem ( ciekawe...)
po
chwili rozmowy...z PD
Nicole
poczęła zbierać swoje dokumenty..
a PD: stwierdził:
ale niech mi Pani zostawi swoje namiary:-| Nicole była bardzo zaskoczona i z
nerwów i tego wszystkiego podała swoje cv... PD... i dopiero jak wyszła
uświadomiła ze mogła powiedzieć: a po co? przecież mam beznadziejny kierunek
studiów!...
A potem
( po rozmowie z Koleżanką ) przyszło jej do głowy, że to może jakieś nowe
metody sprawdzania przyszłych pracownikow? może ktoś o takowych słyszał?, że
bada się jak się zachowa przyszły pracownik obserwuje się jego reakcje...
Nicole
została wrobiona i dopadnięta razy 3 ;o) 5.03.2007 r.
No i
proszę dopadło i Nicole ( a już się martwiłam, że mnie to nie dosięgnie -
żartuje;o) ) i to z potrójnym działaniem a to za sprawą Mysi i Frozen Lady oraz
Ciacha dzięki Dziewczyny...;o)..
Tak więc
powierzam Wam moje sekreciki ..
1. Kiedy
miałam jakieś 6-7 lat zakochałam się na zabój ( myślę, że z wzajemnością)
w koledze, który mieszkał kilka domów dalej.. Założyłam się z
przyjaciółką, że wyznam Mu miłość w "niekonwencjonalny" sposób;o) .
Kiedy przejeżdżał na rowerze ( było lato) pod moim domem
"wykrzyczałam"przez otwarte okno swoje wyznanie, kolega
oczywiście je usłyszał .
2. Na
szkolnej karnawałowej zabawie mama ubrała Nicole w piękną granatową sukienkę.
Nicole była strasznie dumna , że tak ślicznie wygląda.. do czasu...w trakcie
tańców i wywijańców suknienka rozpruła się na pupie , ubaw mieli z tego wszyscy
koledzy z klasy.
3. W
szkole średniej upatrzyłam sobie pewnego chłopaka( nic nas nie łączyło ani
znajomi ani klasy )..bardzo mi się podobał, intrygował i przyrzekłam mojej
przyjaciółce, że go poznam jakoś...A że On chodził do klasy matematyczno-
informatycznej napisałam Mu w liście ( zdobyłam jego adres przez koleżankę), że
potrzebuje korepetycji z matematyki i że może się umówimy w szkole to pogadamy
o tej pomocy z matmy. I wiecie co? przyszedł...na to spotkanie i korepetycje nie wypaliły.. ale za to połączyła
nas miłość na 5 długich lat...
4.
Poznałam dziewczynę z sąsiedniej klasy zaprzyjaźniłyśmy się bardzo i
postanowiłyśmy się umówić na to żeby razem iść na studniówkę (ona nie
miała chłopaka a mój obecny chłopak miał swoją studniówkę dzień
wcześniej.) Nie wymieniłyśmy się telefonami, ona kiedyś podała mi swój
adres tzn. ulicę nr bloku i piętro ( na parterze).
Tak się
złożyło, że nie było mnie w szkole, i.. dzień wcześniej przed studniówką,
stwierdziłam, że pójdę do niej się umówić
Heh
kiedy przyszłam do mieszkania okazało się , że pomyliłam bloki i klatki :-| i
kompletnie się zakręciłam i chodziłam po osiedlu szukając owej Eli z IV c, z
takiego LO i mającej studniówkę.. hihi ale wiecie co? znalazłam.
5.Kiedyś
dostałam kartkę walentynkową pochwaliłam się wszystkim koleżankom , że to
od tajemniczego nieznajomego, że ktoś się we mnie zakochał i w ogóle.. (
tkwiłam w słodkiej nieświadomości do czasu..)... nadawcą był mój kuzyn....
Brak
czasu, pierścionek, i weekend:) 12.03.2007 r.
Kwitnące
krokusy wystające z ziemii "zaczątki" tulipanów, ptasi świergot...
słonko.. slicznie:))) korzystam z uroków pogody jak tylko się da i nawet
powietrze ma zapach wiosny.
Oby zima
się już nie pojawiła.
cóż u
mnie ?
Dopracowuje
swoją pracę magisterską, po prostu już czasem mam serdecznie dość tego bo
próbuję wcelować w merytoryczny i myślowy gust mojej Pani promotor.
Mam
nadzieję, że tym razem będzie wszystko dobrze i już naprawdę będę szykowała się
do egzaminu magisterskiego.
Weekend
minął w cudownej atmosferze, korzystając z pogody wybraliśmy się na
długi spacer, potem był wspólny rodzinny obiadek z Rodzicami Aniołka.
Wybraliśmy
się też na maraton sklepowy, w poszukiwaniu prezentu dla Siostry Aniołka bo
jutro ma urodzinki. Zawędrowaliśmy do jubilera gdzie Nicole wybrała na
prezent delikatne srebrne kolczyki:-D mam nadzieję że bedą jej się
podobały.
Jak już
byliśmy w tym sklepie Aniołek "kazał" mi wybierać pierścionek :-D do
kupna na razie nie doszło, wolałabym żeby była to niespodzianka:).No i
upatrzyłam sobie takie dwa śliczne, delikatne i takie "proste" bez
żadnych udziwnień z tradycyjnego żółtego złota. Kiedy tak oglądaliśmy te
pierścionki podeszła do nas Pani ekspedientka i powiedziała ( z jednoznacznym
usmiechem) " A teraz dla Pani prezent tak?:)
Na co ja
odpowiedziałam nieśmiało nie nie...
a Pan,
który również obsługiwał powiedział: Ależ proszę się tak nie wzbraniać tylko
popatrzeć na reakcję partnera:o))
Jednym
słowem bardzo jestem ciekawa kiedy i czym Aniołek jeszcze mnie zaskoczy:)))
Pozdrawiam
Was buziaczki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz