Nie posiadałam się z radości choć jeszcze nie dowierzałam, że TO dzieje się
naprawdę. Po wizytach lekarskich wreszcie ja urodzony sceptyk mogłam w pełni
cieszyć się Tobą Mój Maleńki Skarbie.
Kupiłam maleńkie buciczki zapakowałam je w piękne pudełeczko razem z karteczką i testem ciążowym i podarowałam je Mężowi... był zaskoczony oszołomiony ale bardzo szczęśliwy.
Ciąża przebiegała "modelowo" jednak infekcja pod koniec 3 miesiąca spowodowała, że wylądowałam na zwolnieniu do końca ciąży. Z niecierpliwością wypatrywałam w kalendarzu daty Twoich urodzin 16 grudnia. Jednak kiedy nadeszła upragniona chwila nic się nie stało. Synkowi nie spieszyło się na świat i zrobił wszystkim psikusa...
Od teraz żyję jak "na bombie" każdy dzień jest oczekiwaniem na tę jedną chwilę...
Kupiłam maleńkie buciczki zapakowałam je w piękne pudełeczko razem z karteczką i testem ciążowym i podarowałam je Mężowi... był zaskoczony oszołomiony ale bardzo szczęśliwy.
Ciąża przebiegała "modelowo" jednak infekcja pod koniec 3 miesiąca spowodowała, że wylądowałam na zwolnieniu do końca ciąży. Z niecierpliwością wypatrywałam w kalendarzu daty Twoich urodzin 16 grudnia. Jednak kiedy nadeszła upragniona chwila nic się nie stało. Synkowi nie spieszyło się na świat i zrobił wszystkim psikusa...
Od teraz żyję jak "na bombie" każdy dzień jest oczekiwaniem na tę jedną chwilę...
23 grudnia 2008 roku cały dzień jestem jakaś nieswoja. Mam jakieś skurcze,
które pojawiły się popołudniu .. Po konsultacjach lekarskich stwierdzam, że to na pewno związane z układem
pokarmowym i za radą doktor biorę no-spa. Intensywnie przygotowuję się do świąt
Bożego Narodzenia ubieram choinkę robię ostatnie porządki, a skurcze nasilają
się. W końcu w środku nocy z 23 na 24 grudnia zapada decyzja jedziemy do
szpitala...Potem wszystko potoczyło się jak w filmie akcji. Skurcze nasilały się coraz
bardziej i bardziej. O 11:10 w pewnym szpitalu w dużym mieście w dniu swoich 29
urodzin i imienin, 24 grudnia 2008 roku zobaczyłam buziunie mojego kochanego
Synka. Zakochałam się bez pamięci (o ile można bardziej niż w ciąży) i kocham do dziś
dnia i nie wyobrażam sobie już życia bez mojego dziś już 3 letniego Synka, który
całym sobą napełnia nas wszystkich dumą i radością z odkrywania kolejnych
wspólnych chwil...
Ostatnio jak już Wam kiedyś pisałam dużo się nagromadziło kobietek w ciąży wokoło mnie. Właśnie się dowiedziałam, że znajoma Mama z placyku zabaw oczekuje narodzin drugiego dzidziusia. Moje lato będzie obfitowało w Maluszki, wysyp nastąpi tego dzieciowego kwiatu.
Każda taka wiadomość przywołuje we mnie wspomnienia sprzed prawie 4 lat.Mimo upływu czasu te wspomnienia żyją w mojej pamięci jakby to zdarzyło się wczoraj. Nawet nie wiem kiedy moje dziecko zrobiło się tak samodzielne, że potrafi samodzielnie posługiwać się sztućcami, nałożyć buciki, kurtkę, czapkę a nawet szalik nie wspominając o spodniach, które bardzo często lądują na pupie tył na przód :)). I zanim się obejrzę będę szukała szkoły dla Synka i w końcu czas będzie wrócić w szeregi zawodowe to nie wyobrażam sobie rozstania z Nim- mój Mąż twierdzi, że jestem Mama- kura i szalona kobietka a i Synek nauczył się ( ale to z bajki) czasem tak na mnie mówić.
Ostatnio jak już Wam kiedyś pisałam dużo się nagromadziło kobietek w ciąży wokoło mnie. Właśnie się dowiedziałam, że znajoma Mama z placyku zabaw oczekuje narodzin drugiego dzidziusia. Moje lato będzie obfitowało w Maluszki, wysyp nastąpi tego dzieciowego kwiatu.
Każda taka wiadomość przywołuje we mnie wspomnienia sprzed prawie 4 lat.Mimo upływu czasu te wspomnienia żyją w mojej pamięci jakby to zdarzyło się wczoraj. Nawet nie wiem kiedy moje dziecko zrobiło się tak samodzielne, że potrafi samodzielnie posługiwać się sztućcami, nałożyć buciki, kurtkę, czapkę a nawet szalik nie wspominając o spodniach, które bardzo często lądują na pupie tył na przód :)). I zanim się obejrzę będę szukała szkoły dla Synka i w końcu czas będzie wrócić w szeregi zawodowe to nie wyobrażam sobie rozstania z Nim- mój Mąż twierdzi, że jestem Mama- kura i szalona kobietka a i Synek nauczył się ( ale to z bajki) czasem tak na mnie mówić.
cieszę się że jesteś szczęśliwą mamą:) ja mam dopiero 20 lat i nie wyobrażam sobie mieć teraz bobasa.. najpierw studia a później zobaczymy:)
OdpowiedzUsuńmonolog-stanu-skupienia.blog.onet.pl
Witaj :)) no jasne studia są najważniejsze solidne wykształcenie to podstawa:))) a poza tym jesteś taka młoda ( ach!!) musisz dojrzeć do takiej decyzji a na razie korzystaj z życia ciesz się "wolnością ;) i baw się młodością ( ale się zrymowało!)
Usuńpozdrawiam ciepło:)
Taki właśnie mam zamiar ;)
UsuńPięknie :).
OdpowiedzUsuńA gdzie pracujesz? W szkole? :)
Dzięki :)) a pracowałam przed urodzeniem Synka w szkole jako pedagog i jako pedagog resocjalizacyjny prowadziłam świetlicę socjoterapeutyczną :)na razie karierę zawiesiłam:)
UsuńI jak się pracowało jako pedagog szkolny? ;)
UsuńJa kończę akurat pedagogikę ;), stąd moje pytanie :).
Mhm to widzę Koleżankę po fachu:)))ja mam dwie specjalności resocjalizacyjną i ogólną.Pracowało się ogólnie bardzo fajnie ( ja zawsze chciałam pracować z ludźmi nie wyobrażam sobie siebie za biurkiem muszę mieć kontakt z żywym człowiekiem:)) Dzieciaki były super ( pracowałam w gimnazjum) przychodziły same do mnie pogadać- wiedziały, że zawsze Ich wysłucham, to najważniejsze, odnalazłam się zawodowo. Zresztą jako pedagog resocjalizacyjny też się odnalazłam, pracowałam z uzależnioną młodzieżą- naprawdę fantastycznymi młodymi osóbkami choć nieco zagubionymi.Kiedyś jak spotkałam ich na ulicy idąc z mamą tak mnie przywitali, że moja Mama myślała, że to ktoś ze studiów. Jeśli chodzi o rodziców- bo z nimi też musiałam niejednokrotnie pracować i to w obu miejscach- to bywali różni, roszczeniowi, nie widzieli problemów swojego dziecka, wymagali ode mnie żebym za nich góry przenosiła a najlepiej pełniła funkcję wychowawczą 24h na dobę ale byli też tacy z którymi szybko dochodziło się do porozumienia, kompromisów. Mogłabym opowiadać i opowiadać o tym:)) obie prace zaliczam do najfajniejszego okresu zawodowej mojej kariery. Jak tylko czujesz "pedagogicznego bluesa" i chcesz to robić z serca to jesteś na dobrej drodze:))
UsuńNo, to myślę, że byśmy miały o czym ze sobą porozmawiac!! :)
UsuńWidzisz, ja pracuję już 5ty rok w prywatnej szkole jęz. ang.-uczę dzieciaków w grupach :), odnajduję się w tym i podoba mi się to! Jak najbardziej :), a powitania na ulicy mam podobne do Twoich :).
Fajnie, ze pracowałam z gimnazjalistami i tak Ci się dobrze z nimi pracowało.. :). Ja też miałam jedną grupę gimnazjum i wbrew pozorom i opiniom na temat gimnazjalistów, też najlepiej nawet się z nimi dogadywałam, bo już starsi to trochę inaczej niż te 5latki np ;).
Zapytałam Cię o pedagoga, bo myślałam właśnie nad zmianą pracy.. myślę cały czas, żeby może właśnie do jakiejś państwowej placówki się załapac. Jednak chyba się zobaczy... czas pokaże.
Dziękuję Ci, nie mniej jednak ;).
Ciarki od końcówek włosów (co prawda krótkich już) po czubki palców u stóp. Magiczne przeżycia.
OdpowiedzUsuńTo rzeczywiście są magiczne przeżycia :))) i wciąż we mnie żyją :)
UsuńNiezapomniane przeżycia, warte zapisania :) Kiedyś synek sobie przeczyta jak wytęsknionym był dzieckiem ;) Dobrze, że uczysz Go samodzielności Nicole, bywa, że rówieśnicy są wyręczani przez nadgorliwe mamuśki jeszcze długo, zwłaszcza chłopcy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam -kajtusiowa mama
Bardzo na Niego czekałam, to chyba było spowodowane tym, że praktycznie wszystkie koleżanki ze szkoły, po sąsiedzku miały już dzieci .. jedne większe inne mniejsze. I mi też było tęskno:).
UsuńHanusiu no właśnie najgorsze są te nadgorliwe mamuśki, nie wyobrażam sobie robić wszystko za Niego choć kocham Go nad życie i nieba bym Mu przychyliła to samodzielność być musi :)) zresztą On sam chce to wszystko robić garnie się nawet do sprzątania:)- szczególnie fajny jest odkurzacz:)
Pozdrawiam ciepło:)