1.03.2012

:o)

Tak bardzo chciałam mieć dziecko. Od zawsze w moich marzeniach i pragnieniach pojawiał się maleńki chłopczyk. Odkąd zaczęłam pracować każdy dzień przynosił mi nowe radości, troski wynikające z rozmów z Uczniami, Rodzicami oraz związane z moim zawodem - pedagogiem szkolnym. Cieszę się z każdego drobiazgu, każdego sukcesu "moich Uczniów" i nawet nie przypuszczam, że rozwija się we mnie Nowe Życie... Ogromnego lenia, senność i osowiałość zwalam na pogodę, która nas wtedy nie rozpieszczała. Jednak po rozmowie z koleżanką i wymianie symptomów postanowiłam zrobić test ciążowy. I tak oto 15 kwietnia 2008 roku dowiedziałam się, że będę Mamą.
Nie posiadałam się z radości choć jeszcze nie dowierzałam, że TO dzieje się naprawdę. Po wizytach lekarskich wreszcie ja urodzony sceptyk mogłam w pełni cieszyć się Tobą Mój Maleńki Skarbie.
Kupiłam maleńkie buciczki zapakowałam je w piękne pudełeczko razem z karteczką i testem ciążowym i podarowałam je Mężowi... był zaskoczony oszołomiony ale bardzo szczęśliwy.
Ciąża przebiegała "modelowo" jednak infekcja pod koniec 3 miesiąca spowodowała, że wylądowałam na zwolnieniu do końca ciąży. Z niecierpliwością wypatrywałam w kalendarzu daty Twoich urodzin 16 grudnia. Jednak kiedy nadeszła upragniona chwila nic się nie stało. Synkowi nie spieszyło się na świat i zrobił wszystkim psikusa...
Od teraz żyję jak "na bombie" każdy dzień jest oczekiwaniem na tę jedną chwilę...
23 grudnia 2008 roku cały dzień jestem jakaś nieswoja. Mam jakieś skurcze, które pojawiły się popołudniu .. Po konsultacjach lekarskich stwierdzam, że to na pewno związane z układem pokarmowym i za radą doktor biorę no-spa. Intensywnie przygotowuję się do świąt Bożego Narodzenia ubieram choinkę robię ostatnie porządki, a skurcze nasilają się. W końcu w środku nocy z 23 na 24 grudnia zapada decyzja jedziemy do szpitala...Potem wszystko potoczyło się jak w filmie akcji. Skurcze nasilały się coraz bardziej i bardziej. O 11:10 w pewnym szpitalu w dużym mieście w dniu swoich 29 urodzin i imienin, 24 grudnia 2008 roku zobaczyłam buziunie mojego kochanego Synka. Zakochałam się bez pamięci (o ile można bardziej niż w ciąży) i kocham do dziś dnia i nie wyobrażam sobie już życia bez mojego dziś już 3 letniego Synka, który całym sobą napełnia nas wszystkich dumą i radością z odkrywania kolejnych wspólnych chwil... 
Ostatnio jak już Wam kiedyś pisałam dużo się nagromadziło kobietek w ciąży wokoło mnie. Właśnie się dowiedziałam, że znajoma Mama z placyku zabaw oczekuje narodzin drugiego dzidziusia. Moje lato będzie obfitowało w Maluszki, wysyp nastąpi tego dzieciowego kwiatu.
Każda taka wiadomość przywołuje we mnie wspomnienia sprzed prawie 4 lat.Mimo upływu czasu te wspomnienia żyją w mojej pamięci jakby to zdarzyło się wczoraj. Nawet nie wiem kiedy moje dziecko zrobiło się tak samodzielne, że potrafi  samodzielnie posługiwać się sztućcami, nałożyć buciki, kurtkę, czapkę a nawet szalik nie wspominając o spodniach, które bardzo często lądują na pupie tył na przód :)). I zanim się obejrzę będę szukała szkoły dla Synka i w końcu czas będzie wrócić w szeregi zawodowe to  nie wyobrażam sobie rozstania z Nim- mój Mąż twierdzi, że jestem Mama- kura i szalona kobietka a  i Synek nauczył się ( ale to z bajki) czasem tak na mnie mówić.






12 komentarzy:

  1. cieszę się że jesteś szczęśliwą mamą:) ja mam dopiero 20 lat i nie wyobrażam sobie mieć teraz bobasa.. najpierw studia a później zobaczymy:)
    monolog-stanu-skupienia.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :)) no jasne studia są najważniejsze solidne wykształcenie to podstawa:))) a poza tym jesteś taka młoda ( ach!!) musisz dojrzeć do takiej decyzji a na razie korzystaj z życia ciesz się "wolnością ;) i baw się młodością ( ale się zrymowało!)

      pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
    2. Taki właśnie mam zamiar ;)

      Usuń
  2. Pięknie :).
    A gdzie pracujesz? W szkole? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)) a pracowałam przed urodzeniem Synka w szkole jako pedagog i jako pedagog resocjalizacyjny prowadziłam świetlicę socjoterapeutyczną :)na razie karierę zawiesiłam:)

      Usuń
    2. I jak się pracowało jako pedagog szkolny? ;)
      Ja kończę akurat pedagogikę ;), stąd moje pytanie :).

      Usuń
    3. Mhm to widzę Koleżankę po fachu:)))ja mam dwie specjalności resocjalizacyjną i ogólną.Pracowało się ogólnie bardzo fajnie ( ja zawsze chciałam pracować z ludźmi nie wyobrażam sobie siebie za biurkiem muszę mieć kontakt z żywym człowiekiem:)) Dzieciaki były super ( pracowałam w gimnazjum) przychodziły same do mnie pogadać- wiedziały, że zawsze Ich wysłucham, to najważniejsze, odnalazłam się zawodowo. Zresztą jako pedagog resocjalizacyjny też się odnalazłam, pracowałam z uzależnioną młodzieżą- naprawdę fantastycznymi młodymi osóbkami choć nieco zagubionymi.Kiedyś jak spotkałam ich na ulicy idąc z mamą tak mnie przywitali, że moja Mama myślała, że to ktoś ze studiów. Jeśli chodzi o rodziców- bo z nimi też musiałam niejednokrotnie pracować i to w obu miejscach- to bywali różni, roszczeniowi, nie widzieli problemów swojego dziecka, wymagali ode mnie żebym za nich góry przenosiła a najlepiej pełniła funkcję wychowawczą 24h na dobę ale byli też tacy z którymi szybko dochodziło się do porozumienia, kompromisów. Mogłabym opowiadać i opowiadać o tym:)) obie prace zaliczam do najfajniejszego okresu zawodowej mojej kariery. Jak tylko czujesz "pedagogicznego bluesa" i chcesz to robić z serca to jesteś na dobrej drodze:))

      Usuń
    4. No, to myślę, że byśmy miały o czym ze sobą porozmawiac!! :)
      Widzisz, ja pracuję już 5ty rok w prywatnej szkole jęz. ang.-uczę dzieciaków w grupach :), odnajduję się w tym i podoba mi się to! Jak najbardziej :), a powitania na ulicy mam podobne do Twoich :).
      Fajnie, ze pracowałam z gimnazjalistami i tak Ci się dobrze z nimi pracowało.. :). Ja też miałam jedną grupę gimnazjum i wbrew pozorom i opiniom na temat gimnazjalistów, też najlepiej nawet się z nimi dogadywałam, bo już starsi to trochę inaczej niż te 5latki np ;).
      Zapytałam Cię o pedagoga, bo myślałam właśnie nad zmianą pracy.. myślę cały czas, żeby może właśnie do jakiejś państwowej placówki się załapac. Jednak chyba się zobaczy... czas pokaże.
      Dziękuję Ci, nie mniej jednak ;).

      Usuń
  3. Ciarki od końcówek włosów (co prawda krótkich już) po czubki palców u stóp. Magiczne przeżycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście są magiczne przeżycia :))) i wciąż we mnie żyją :)

      Usuń
  4. Niezapomniane przeżycia, warte zapisania :) Kiedyś synek sobie przeczyta jak wytęsknionym był dzieckiem ;) Dobrze, że uczysz Go samodzielności Nicole, bywa, że rówieśnicy są wyręczani przez nadgorliwe mamuśki jeszcze długo, zwłaszcza chłopcy.
    Pozdrawiam -kajtusiowa mama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo na Niego czekałam, to chyba było spowodowane tym, że praktycznie wszystkie koleżanki ze szkoły, po sąsiedzku miały już dzieci .. jedne większe inne mniejsze. I mi też było tęskno:).

      Hanusiu no właśnie najgorsze są te nadgorliwe mamuśki, nie wyobrażam sobie robić wszystko za Niego choć kocham Go nad życie i nieba bym Mu przychyliła to samodzielność być musi :)) zresztą On sam chce to wszystko robić garnie się nawet do sprzątania:)- szczególnie fajny jest odkurzacz:)

      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń