Dostaliśmy pismo zapraszające nas z Synkiem do.. szkoły.Jakaś masakra... ja "zboczony zaowodowo pedagog";) jak mówią na mnie bliscy.. bo ideałem placówek edukacyjnych dla syna byłyby te, które sama bym otworzyła ;). Gdyby szkoły były przystosowane do potrzeb takich maluchów tak jak np: w Stanach Zjednoczonych...Odjazd.. małżon stwierdził, że jeszcze zapiszemy Jaśka na tenis ( może kiedyś będzie grał na Australian Open, Wimbledonie i światowych kortach) , angielski, konie i zaczniemy kuć matematykę, do matury jak znalazł :P. Niedługo bedziemy roczne dzieci edukować...
Nie zrozumcie mnie jako rozhisteryzowaną mamuśkę przewrażliwioną na punkcie swojego syna.. ja nie wyobrażam sobie dziecka mego w szkole gdzie nauczyciele niekiedy tkwią jeszcze w PRL-u i nie nadążają za zmieniającym się światem.On nie zrozumie jeszcze dlaczego musi siedzieć w ławce nie wolno mu się bawić...a do tego te szkoły... gdzie brak jest odpowiednich toalet .. maluch musi przejść przez wszystkie piętra ( w zasadzie cały szkolny gmach) by dostać się na to właściwe swojej grupie wiekowej.I gdzie jest brak odpowiednich placów zabaw, jest szare ponure boisko ze smutnymi drewnianymi huśtawkami jedną zjeżdżalnią i gołą ziemią zamiast trawy.I gdzie na jednym piętrze jest tzw gazetka o Wielkim Papieżu Polaku ( i bardzo dobrze, dzieci muszą pamiętać o tym niezwykłym Kardynale, Księdzu i Papieżu) a na drugim widnieją obrazy nienarodzonych dzieci z przerwania ciąży tu już nie chciałabym by Syn oglądał coś takiego.
Mówię Wam nie spałam pół nocy bo gdzie ja tego mojego wypieszczonego Synka poślę do szkoły.
Bo warto Wam wiedzieć, ze ustawodawca nałożył na mnie jako rodzica obowiązek edukacyjny dziecka.
Poza tym ostatnio odezwała się Koleżanka po fachu ( jejku jak miło było Ją usłyszeć po1,5 roku!) informując mnie, ze mówi powrót w szeregi zawodowe nie będzie taki prosty jakby mi się wydawało bo najpierw muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem i , że mam przygotowanie do wykonywanej pracy. I tu również jest na to ustawa:P. A żeby mieć owe przygotowanie musiałabym skończyć kolejne studia oczywiście za pieniążki i to całkiem niemałe .. bo ja oczywiście nie mam kwalifikacji do mojego zawodu. Kuriozum.Moja Przyjaciółka która od lat pracuje w jednej z firm w naszym mieście powiedziała, że Ona powinna być Prezesem i zarządzać ludźmi wg tej ustawy a nie szarym pracownikiem działu administracji, bo powinna skończyć ku temu odpowiednie studia. Dochodzę do wniosku w którym żałuję, że nie wyjechałam z tego nawiedzonego kraju w którym ustawodawca nie nadąża za zmieniającym się światem.. i brakuje na WSZYSTKO pieniędzy...
Swoje pociechy najlepiej "zamknąć" w małym pałacyku gdzie niczego nie brakuje. Coraz trudniej o takie miejsca. Ja jeszcze długo mamą nie zostanę, ale już teraz widzę że władze przypuszczają " jakoś sobie poradzą"
OdpowiedzUsuńMoże nie zaraz w pałacyku ale w czymś w czym moje dziecko będzie się czuło bezpieczne,gdzie będzie kolorowo, wesoło, radośnie, będzie fajna ekipa pedagogiczna i pachniało świeżym powietrzem a nie domestosem i kiepską pastą do podłóg.
OdpowiedzUsuńWłaśnie nasz rząd ku temu zmierza, że jakoś sobie poradzą..
No ten pałacyk to taka przenośnia:)
Usuńa nasz rząd .. no właśnie, to nasz rząd więc dziwić się już nie będę.
Tak mnie też nasz rząd chyba niczym nie zadziwi;)...
UsuńBędę kibicować, jak będzie grać na tym Australian Open :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że nie mam zdania na ten temat, dlatego chętnie czytam/wysłuchuję argumentów obydwu stron. Przyznam, że obie są przekonywujące...
Dzięki dzięki to już małe grono kibiców ma jakby co;) :)
UsuńDokładnie są przekonywujące ale żeby za tymi argumentami szły czyny jakieś konkretne działania aby dostosować szkołę do wymogów takich małych dzieci:)